kompozycja książkowa

Mroczny realizm magiczny z Dolnego Śląska [recenzja]

Koniec roku 1945, Ziemie Odzyskane i czworo bohaterów, o których opowiada nam tajemniczy, nieśmiertelny narrator – tak w wielkim skrócie można streścić fabułę drugiej powieści Jakuba Bielawskiego.

Wydawnictwo Vesper przyzwyczaiło swoich czytelników do tego, że wydaje klasykę grozy oraz horrory, ale „Dunkel” jest sporym zaskoczeniem, ponieważ skutecznie wymyka się klasyfikacjom i przyporządkowanie tej powieści do jakiegoś konkretnego gatunku wydaje się dosyć ryzykowne, bo można powiedzieć, że jest to zarówno powieść obyczajowa, jak i historyczna (chociaż sama historia wcale nie jest w tu najważniejsza) oraz powieść z tego podgatunku fantastyki, który nosi nazwę weird fiction. Najlepiej i najbezpieczniej byłoby chyba jednak powiedzieć, że jest to literatura piękna i jeśli „Dunkel” miałby już dostać jakąś etykietkę, to najbardziej pasowałby tu realizm magiczny.

Spotkanie z wielką historią i małymi historiami

„Dunkel” ukazuje grozę, chaos i mrok, biedę, niepewność i okrucieństwo nowej, powojennej rzeczywistości. Oto więc na Dolny Śląsk, w okolice Gór Sowich i Dzierżoniowa przybywają przesiedleńczy ze Wschodu – pionierzy, którzy na gruzach starego, poniemieckiego świata będą tworzyć nowy, a znana z podręczników, wielka, oficjalna, pełna polityki i ważnych wydarzeń historia spotka się z historią w skali mikro, osobistą, prywatną i rodzinną.

Patrząc z tej perspektywy, „Dunkel” to opowieść o świeżo przyłączonych do Polski, tak zwanych Ziemiach Odzyskanych i ludziach, którzy na te zimie przybywają, a także osobista, utkana ze skrawków wspomnień, historia rodziny samego autora, który w posłowiu do książki stwierdza, że nie powstałaby ona bez jego babć, dziadków, prababć, pradziadków i ich opowieści.

Bohaterowie, czyli ci, którzy niosą w sobie ciemność

Nowa powieść Jakuba Bielawskiego to wreszcie także historia mrocznych, niosących w sobie ciemność bohaterów, których wybiera sobie Dunkel i cztery różne, przeplatające się, mroczne historie. Mamy więc Franię, która boi się molydy, czyli złowrogiej istoty, kryjącej się w rowach i swojego ojca, w którego z czasem zacznie się zmieniać, tak bardzo, że siostry Frani wkrótce zaczną się bać Frani. Mamy Władka, którego kiedy był mały, „Niemra” tak długo traktowała jak psa, przywiązywała do belki stropowej i tłukła, że w końcu zaczął uważać, iż faktycznie jest psem i się w niego zmieniać, bo „rósł w nim czarny skowyt skrzywdzonego zwierzęcia”. Mamy Franciszka, który w czasie wojny staje się Franzem i żyje sobie dostatnio oraz spokojnie jako ulubiony pracownik bogatego niemieckiego przemysłowca i kochanek jego córki, a po wojnie wszystko zostaje mu odebrane i za spoufalanie się z wrogiem omal nie traci życia. I wreszcie mamy Kazię, której matka bije ojca i jest groźna jak burza z piorunami, Kazię, która lubi straszne opowieści i która wie, że rzekę trzeba karmić krwawymi ofiarami, bo inaczej zatopi mieszkających nad nią ludzi.

Ich drogi będą się przecinać i łączyć, a oprócz nich pojawi się także wiele innych, związanych z nimi postaci, postaci, które tylko na jakiś czas pojawią się w ich życiu i postaci, które łączą z nimi więzy krwi, bo „Dunkel” to także historia o rodzinach, a ciemność jest tu czymś w rodzaju genu i dziedziczy się ją po przodkach.

Dunkel czyli ten, który jest, był i będzie

Jakub Bielawski narratorem swojej powieści czyni tytułowego Dunkela, czyli ciemność – nie tyle tajemnicze, nieśmiertelne bóstwo, potwora czy złego demona, co istniejący w ludziach mrok, który zostaje tu spersonifikowany, staje się jakby oddzielnym, świadomym siebie bytem, bytem, który potrafi snuć skomplikowane rozważania na temat samego siebie, swojej egzystencji, świata, spotykanych ludzi oraz historii, rozważania, które, jak można się domyśleć, raczej nie należą do optymistycznych – przeciwnie wręcz: historiozofia oraz metafizyka mają tu wydźwięk zdecydowanie pesymistyczny czy wręcz nihilistyczny, a wyłaniająca się z nich wizja opętanego przez ciemność człowieka, człowieka, któremu ostatecznie tylko ciemność towarzyszy i tylko ciemność jest przeznaczona, może przytłaczać.

„Na zewnątrz noc i w ludziach czarna noc” – to zdanie, przerabiane i przepisywane na wiele możliwych sposobów pojawia się w tej powieści bardzo często. Czasy, w których przyszło żyć bohaterom są bowiem wyjątkowo mroczne i tworzą pasujących do nich, mrocznych ludzi – ludzi silnych, okrutnych, wypranych z emocji, bezdusznych i gotowych zrobić wszystko, byleby tylko przetrwać, a właśnie takich ludzi upodobał sobie Dunkel. A jednak, zgodnie z jego pesymistyczną diagnozą, może on pojawić się w każdych czasach, jest, był i będzie, i żeby go zobaczyć, wystarczy spojrzeć w lustro.

Narracyjna jazda bez trzymanki

Równie ważne jak to, że w książce mówi do nas Dunkel jest również to, w jaki sposób to robi, bo to właśnie język, jakim została napisana ta powieść sprawia, że jest ona tak wyjątkowa. Styl w „Dunkelu” od razu zwraca uwagę czytelnika, oszałamia, zachwyca i hipnotyzuje, a jest to styl z jednej strony, transowy, psychodeliczny, rytmizowany i pełen powtórzeń oraz refrenów, oniryczny, brawurowy i szalony, a z drugiej, sensualny, bogaty, obfitujący w efektowne metafory i bardzo piękny. Wszystko to razem sprawia, że jest to po prostu ostra narracyjna jazda bez trzymanki, coś, co jednych olśni, a innych przytłoczy, ale nikogo nie pozostawi obojętnym.

Co jednak istotne, zadaniem stylu w „Dunkelu” nie jest wyłącznie oszołomienie i przykucie uwagi czytelnika – forma została tu dopasowana do treści i bardzo dobrze z nią współgra, a specyficzny język pozwala Bielawskiemu stworzyć nie tylko tytułowego Dunkela, ale cały, magiczny, bardzo sensualny, balansujący na granicy mrocznego snu i jeszcze mroczniejszej jawy świat, w którym wszystko pulsuje, żyje i oddycha.

Czy warto przeczytać?

„Dunkel” jest jedną z najlepszych polskich powieści, jakie miałam okazję przeczytać w 2020 roku i z pewnością jest to napisana pięknym językiem, wartościowa, godna uwagi książka, która bardzo wyróżnia się na tle prozy polskiej, która ukazała się w tym roku. Jest to jednak lektura dosyć wymagająca, która raczej nie przypadnie do gustu czytelnikom nastawionym na to, że właśnie otrzymali typowy horror, ale coś dla fanów opowieści nieoczywistych, realizmu magicznego, weird fiction i takich autorów, jak Szczepan Twardoch, Wit Szostak, Łukasz Orbitowski czy Radek Rak, którego polecajkę można zresztą znaleźć na okładce „Dunkela”.

Ocena 8/10

Opinia: Kat
Foto: amenarhi

Recenzja powstała w ramach współpracy z grupą recenzentek z grupy
Fantastyka na luzie – książka, film, serial
grupa dyskusyjna: https://www.facebook.com/groups/fantastyka/
bookstagram: https://www.instagram.com/fantastyka_na_luzie/
fanpage: https://www.facebook.com/FantastykaNaLuzieFP

Data publikacji
25 listopada, 2020
Udostępnij
Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz też inne aktualności

Ponowne otwarcie biblioteki od 1 grudnia

Z przyjemnością informujemy, że od 1 grudnia ponownie otwieramy dla Was nasze filie! Zgodnie z rozporządzeniem RM, z zachowaniem niezbędnych środków ostrożności i limitów osób wskazanych w rozporządzeniu, ale z wolnym dostępem do półek.
 

Wszystkim babciom i dziadkom

Wszystkim babciom i dziadkom składamy serdeczne życzenia z okazji Waszego święta. Oby wnuczęta nie zajmowały Wam całego czasu i żebyście znaleźli czas na lekturę!
 

Rekrutujemy!

Szukamy pracowników do naszych filii bibliotecznych. Lubisz pracę z ludźmi i masz pomysły na ciekawe działania dla lokalnej społeczności? Ta oferta może być dla Ciebie. Szczegóły poniżej.
 
Scroll Up
Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych na zasadach określonych w polityce prywatności, Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies we wskazanych w niej celach, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce lub opuszczenie serwisu.
Skip to content