Dyskusyjny Klub Książki 12

Dyskusyjny Klub Książki przy filii bibliotecznej nr 12
Terminy spotkań: wybraną środę miesiąca godz. 13.30
Prowadzenie: Gracjan Pałczyński

Jesteśmy dziarską grupą miłośników literatury, kawy, herbaty i pysznych ciast. Spotykamy się w każdy pierwszy czwartek miesiąca w samo południe, aby wśród śmiechu i żartów oddawać się refleksjom. Nasze spotkania to gorące dyskusje nie tylko na tematy literackie – każda przeczytana książka okazuje się inspiracją do rozmów o życiu, do wspominek, a nawet do grupowych śpiewów.
Z niecierpliwością oczekujemy każdego następnego spotkania, doskonale czując się w swoim towarzystwie, połączeni zamiłowaniem do czytania, poczuciem humoru i wzajemną sympatią. Jesteśmy żywym dowodem na to, że książka zbliża – zdecydowanie nie potrafimy już żyć bez siebie 🙂

Zapraszamy na kolejne spotkanie, które odbędzie się 14 grudnia o godz. 13.30. Będziemy rozmawiać o książce Brit Bennett „Twoja znikająca połowa”.
 

DKK Dyskusyjny Klub Książki

Minione spotkania

„Podmajordomus Minor” – relacja

Na środowym spotkaniu dyskusyjnego Klubu Książki omawiana była książka Podmajordomus Minor autorstwa Patrica DeWitt’a
Opowiada historie 17 letniego Luciena Minora, który po tajemniczej chorobie i cudownym ozdrowieniu przez tajemniczego człowieka, wyrusza pracować jako Podmajordomus w pobliskiej wiosce u barona von Auxa.
Tak zaczyna się przygoda pełna absurdów, miłości, przyjaźni i nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń. Jako Podmajordomus, krok po kroku poznaje mroczne sekrety barona jak i całej okolicy. Zaprzyjaźnia się z para miejscowych złodziejaszków Memelem i Mewe, dzięki ,którym życie Luciena nabiera trochę kolorów. Gdy poznaje Klarę, z miejsca się zakochuje i wie że to jest ta jedyna dziewczyna, z którą będzie do końca życia. Gdy wygada na to że wszystko zaczyna się układać, a Lucien może zacząć nowe lepsze życie, na jego drodze staje Adolfus- narzeczony klary oraz Bardzo Wielka Dziura.
Podmajordomus Minor łączy w sobie elementy groteski, komedii i kryminału. W jednej scenie śmiejesz się do rozpuku, by w kolejnej natychmiast przejść do powagi. Momentami niedorzeczna i straszna.

Na spotkaniu dyskusyjnego Klubu Książki jednogłośnie stwierdziliśmy że jest to książka wyjątkowa. Zabawna, ale również skłania nas do refleksji. Wszyscy świetnie się bawili podczas czytania tej lektury. A liczne cytaty, które można wypisać sobie z tej książki można odnieść zarówno do nas samych jak i do otaczającego nas świata.

„Bal szalonych kobiet” – relacja

Na wrześniowym spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki omawialiśmy „ Bal szalonych kobiet” autorstwa Victorii Mas. Wspólnie uznaliśmy, że to bardzo dobry debiut autorki.

Akcja książki toczy się w dziewiętnastowiecznym Paryżu, gdzie wszystkie decyzje dotyczące kobiet mogą podejmować wyłącznie mężczyźni.  W słynnym szpitalu psychiatrycznym Salpetriere, gdzie pacjentami są wyłącznie kobiety.  Szpitalowi przewodzi wybitny psychiatra doktor Jean-Martin Charkot, jego niecodzienne metody leczenia histerii budzą podziw i zainteresowanie wśród paryskiej elity.

Na kartach książki poznajemy historie czterech kobiet: Eugenie- dziewczyny z darem komunikowania się ze zmarłymi, którą do szpitala oddał jej ojciec;  Louise- pacjentka szpitala cierpiąca na histerię; Therese- długoletnią pacjenta szpitala, zamknięta za próbę zabicia męża oraz Geneviev- siostra przełożona, kobieta racjonalna i nieugięta, wierząca w siłę nauki i w to że wszystko da się wytłumaczyć.

Eugenie wie że jej umiejętność to nie przekleństwo, a dar. Postanawia za wszelka cenę wydostać się ze szpitala. Z pomocą przychodzi jej Blandine- zmarła siostra Geneviev, która pomaga jej przekonać siostrę, że Eugenie jest w pełni zdrową osobą. Chociaż na początku, Geneviev nie wierzy w słowa Eugenie to wydarzenia, których zostaje świadkiem, zmieniają postawę pielęgniarki. Decyduję się ona pomóc Eugenie w ucieczce ze szpitala. Bal kostiumowy, który ma się odbyć niedługo w szpitalu jest świetną okazją do ucieczki, z pomocą przychodzi im brat Eugenie, Theophile- chłopaka gryzą wyrzuty sumienia, że skazał siostrę na taki los. Dołącza do planu uwolnienia siostry.

Bal szalonych kobiet to opowieść o losach kobiet, zdanych na łaskę i niełaskę mężczyzn. Przyjemnie się ją czyta, ale porusza ważne tematy, takie jak wolność jednostki, prawo o decydowaniu o sobie, niezależność kobiet, która również w tych czasach wystawiana jest na ciężką próbę

Książka doczekała się w 2017 roku ekranizacji, film o tym samym tytule będzie świetnym dopełnieniem lektury. Film rewelacyjnie oddaje klimat tamtej epoki, a gra aktorska zasługuje na pochwałę.

„Patria” – relacja

Na sierpniowym spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki omawialiśmy „Patrię”- Fernando Aramburu, za którą autor dostał między innymi nagrodę National Prize of Literature w 2017 roku.

Książka dzieje się na przełomie ostatnich kilkudziesięciu lat Kraju Basków i opisuje historię dwóch rodzin, z dwóch różnych perspektyw. Z jednej strony mamy zwolenników działań ETA w dążeniu do wyzwolenia narodu z rąk ciemiężycieli, druga zaś to obraz ofiar działań bojowników.

Bittori – po utracie męża z rąk ETA nie może się pogodzić ze stratą najbliższej jej osoby. Chociaż u jej boku trwają kochający syn i córka, Bittori czuje, że jej życie nie będzie już takie samo. Wraz ze śmiercią męża utraciła szczęście. Po powrocie do wioski próbuje dowiedzieć się czy syn jej byłem przyjaciółki zabił jej męża.

Miren-przykładna matka i żona, zwolenniczka działań bojowników.  Jej najstarszy syn wstępuje do grona bojowników ETA, po kilku latach zostaje skazany za działalność terrorystyczną. Jako matka nie może się pogodzić z utrata syna. Gdy jej była najlepsza przyjaciółka Bittori wraca do wioski, Miren czuje, że  będą z tego same kłopoty.

Aramburu w swojej książce pokazuje cały wachlarz ludzki emocji. Jest to książka o utraconych relacjach, ludzkim strachu. W dosadny sposób pokazuje do czego doprowadza skrajny nacjonalizm i fanatyzm. Patria to również świetny przykład zmieniających się relacji zarówno rodzinnych jak i społecznych, jak łatwo człowieka może dosięgnąć wykluczenie z rąk najbliższych, szczególnie w mniejszych wioskach.

Po przeczytaniu książki nasunęło mi się pytanie czy wojna może być uzasadniona moralnie, czy niepodległość powinna być okupiona życiem niewinnych osób, często przyjaciół i sąsiadów. Oraz kiedy patriotyzm zamienia się w nacjonalizm.

Polecamy!!!

7 lipca rozmawialiśmy o książce „Kwarantanna” Wytske Versteeg.

„Kwiaty w pudełku” – relacja

Czerwcowe spotkanie Klubu Książki upłynęło nam na rozmowie o Japonii, a to za sprawą zbioru reportaży Karoliny Bednarz „Kwiaty w pudełku: Japonia oczami kobiet”. Jak sam tytuł wskazuje – autorka poświęca się tematowi kobiet; przedstawia ich sytuację we współczesnej Japonii.

Co nas uderzyło? Przede wszystkim to, jak bardzo nasze wyobrażenie mija się z rzeczywistością. Sytuacja społeczna i ekonomiczna kobiet ukazana w książce jest co najmniej wstrząsająca i na pewno zdecydowanie odbiega od poglądu, jaki miałyśmy o Japonii mając ją za kraj wysoko rozwinięty.

Autorka przedstawia historie, których nikt nie chciałby doświadczyć – kobiet traktowanych przedmiotowo, bezdomnych, bez szans na poprawę swojej sytuacji życiowej ze względu na skostniały system społeczny i przekonania promujące posłuszeństwo, uległość. Nie ma tu miejsca na równouprawnienie i sprawiedliwość społeczną, kobietom odmawia się prawa do samostanowienia, sankcjonuje się upokarzające je praktyki, ucisza.

Te, które próbują walczyć, przeciwstawiać się, spotykają się z ostracyzmem społecznym, z odrzuceniem przez rodziny, z nienawiścią.

Niełatwa to lektura, ale gorąco polecamy!

W kwietniu wyjątkowo odbyły się dwa spotkania klubowe, na spotkaniu w dniu 27 kwietnia rozmawialiśmy o książce „Kształt ruin” Juana Gabriela Vasqueza.

„Normalni ludzie” – relacja

Kwietniowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęcone było powieści Sally Rooney „Normalni ludzie”.

Jest to pierwsza wydana w Polsce, a druga w dorobku, powieść młodej irlandzkiej pisarki. Okrzyknięta głosem swego pokolenia Sally Rooney skupia się w swych powieściach na życiu i problemach 20 – 30 latków. Prowadzi – banalną dla niektórych – narrację o codzienności osób wkraczających w dorosłość, próbujących jej sprostać, odnaleźć się w nowych warunkach, określić siebie.

„Normalni ludzie” to historia dwójki przyjaciół, których najpierw poznajemy w środowisku szkoły średniej ich rodzinnego miasteczka, a potem śledzimy losy studenckie w Dublinie. Próbują zrozumieć siebie i otaczający ich świat – dopasować się do panujących zasad, wtopić, zdobyć akceptację. Łącząca ich relacja pełna jest zawirowań, nieporozumień, ale też głębokiego wsparcia i wzajemnej miłości.

Niestety okazuje się, iż to nie wystarcza. Niosąc bagaż własnych doświadczeń, osobistych krzywd i traum, próbując sprostać oczekiwaniom mają problem z pełnym zaangażowaniem się, z otwarciem się na drugiego człowieka, z akceptacją samego siebie.

Jakie wnioski pojawiły się w naszej dyskusji?

Główny, powtarzający się, najważniejszy: Trzeba rozmawiać. Problem z komunikacją – otwartą, szczerą, pełną wzajemnego zaufania w naszym odczuciu był przyczyną większości problemów bohaterów powieści.”

Czułam się strasznie staroświecko. – opowieść o tak młodych ludziach zmusiła nas do spojrzenia na problem z innej perspektywy, do porzucenia własnych szlaków myślowych na rzecz tych pokoleniowo odmiennych.”

Książka nietypowa dla nas.

Polecamy lekturę!

„Shuggie Bain” – relacja

Marcowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki upłynęło nam na rozmowie o książce Douglasa Stuarta „Shuggie Bain” – debiutanckiej powieści szkockiego autora, wyróżnionej w roku 2020 Nagrodą Bookera

.Emocje targały nami ogromne – od „nie lubię jej” po „absolutnie genialna”. I jest to faktycznie taka książka, o której te dwie rzeczy można powiedzieć jednocześnie.
Historię tę autor pisał niemal 10 lat. Oparta jest na jego własnym doświadczeniu, bezkompromisowo szczera i boleśnie brutalna.
Akcja toczy się w Glasgow lat 80. i 90. Szkocję dotykają problemy ekonomiczne, pogłębiające się różnice klasowe i religijne, bieda, przemoc, alkoholizm. Mały Shuggie – opuszczony przez ojca, wychowywany przez matkę alkoholiczkę, borykający się z własną odmiennością – jest postacią, której losy chwytają nas za serce od pierwszych stron; wyciskają łzy w momentach jego rozpaczy; każą krzyczeć w obliczu beznadziei. W wieku 7 lat trafia ze starszym przyrodnim rodzeństwem i matką wiedziona obietnica lepszego życia na pogórnicze osiedle. Lepszego życia tu nie ma – jest wszędobylski pył, lejący się strumieniami alkohol, bieda i przemoc. Ojciec Shuggiego odchodzący do kochanki, siostra uciekająca aż do Afryki, a ostatecznie i brat opuszczający dom. Shuggie zostaje sam z matką, która coraz bardziej pogrąża się w uzależnieniu. przejmuje rolę opiekuna, troszczy się o nią, stara się dbać o jej bezpieczeństwo. I mimo cierpienia, rozczarowań i bólu, które niejednokrotnie od niej dostaje – kocha nad życie.

Czy to się może skończyć dobrze? I tak, i nie.
Agnes jest jednocześnie i odrażająca, i budząca litość. Ta bystra i piękna kobieta chowana była w przekonaniu, że jej przeznaczeniem jest coś wielkiego. Ostatecznie chciała jedynie być kochaną. Ciąg niefortunnych zdarzeń i ludzi sprawił, że jej los potoczył się tragicznie inaczej.

A Shuggie? Mimo wszechobecnego, wyziewającego z każdego słowa tej książki dramatu jest małe światełko w tunelu; jest nadzieja, że ten samotny, opuszczony, tak boleśnie doświadczony chłopiec znajdzie swoje szczęśliwe miejsce na ziemi, a przeżyty dramat na przekór wszystkiemu go wzmocni.
I jeszcze jedna bardzo ważna osoba, o której nie należy zapominać – tłumacz. Wielkie brawa dla Krzysztofa Cieślika za pracę, jaka włożył w różnicowanie językowe bohaterów, w oddanie slangu, w budowanie językowej tożsamości i charakteru opisywanych miejsc i postaci. Warstwa językowa tej powieści jest niezwykłą wartością dodaną.

Polecamy!

„Tulipanowa gorączka” – spotkanie urodzinowe

Luty to miesiąc „urodzin” naszego Dyskusyjnego Klubu Książki. W tym roku minęło nam 8 lat wspólnych spotkań, rozmów, czytelniczych zachwytów, czasem też i rozczarowań. Przez te 8 lat przeczytałyśmy razem 80 książek, spędzając na rozmowach o nich ponad 125 godzin. Zdążyłyśmy się gruntownie poznać i – co najważniejsze – szczerze zaprzyjaźnić; czasem zdarzy nam się literacko spierać, ale zawsze z entuzjazmem podchodzimy do kolejnego czytelniczego doświadczenia. Tęsknimy za tymi, których przyszło nam pożegnać – Alu, pamiętamy… Z niecierpliwością oczekujemy każdego kolejnego spotkania, by móc dzielić się wrażeniami z przeczytanej lektury; przemyśleniami, jakie wywołała; poczytelniczym miejscem, do którego nas zaprowadziła. A te drogi często są bardzo zaskakujące.

Moje drogie Panie – dziękuję. Dziękuję za te lata, które już za nami i z radością oczekuję naszych kolejnych spotkań. Dziękuję za Pań wrażliwość, tolerancję i niesłabnący entuzjazm w poznawaniu nowych literackich krain; za czytelniczy głód, za otwarty umysł; za chęć dzielenia się tym, co najskryciej w duszy gra. Do zobaczenia wkrótce 😊

A jaką czytelniczą ucztą świętowałyśmy nasze urodziny? Tym razem była to książka D. Moggach „Tulipanowa gorączka” – powieść zekranizowana w roku 2017, którą w skrócie opisać można jako rzecz o namiętnościach – do drugiego człowieka, do kwiatów, do pieniądza… Banalna historia romansu mężatki i portretującego ją malarza szybko przeistacza się w skomplikowaną intrygę. Czyta się szybko i przyjemnie, a niezwykle plastyczny język maluje nam krajobrazy XVII-wiecznego Amsterdamu, ogarniętego szaleństwem na punkcie tulipanowych cebulek.

Uśmiechnięte panie z Dyskusyjnego Klubu Książki pozują do zdjęcia w bibliotece. Przed nimi stół, na którym są kwiaty w wazonie i słodycze.

 

Dyskusyjny Klub książki w filii nr 12 ma już osiem lat!

„Niepokój przychodzi o zmierzchu” – relacja

Pierwsze tegoroczne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki i jego bohaterka okazały się nie lada wyzwaniem. Naszą lekturą była nagrodzona m.in. Międzynarodową Nagrodą Bookera 2020 powieść „Niepokój przychodzi o zmierzchu” Marieke Lucas Rijneveld. Ten debiut, po trosze autobiograficzny, wyrwie Was brutalnie ze strefy komfortu i każe zastanowić się nad wieloma wysoce niepokojącymi kwestiami.
Dramat żałoby dwunastolatki na tle rodziny w rozpadzie, mordowanych zwierząt, dzieciństwa odartego z niewinności i wyzierającej z każdego wręcz zdania śmierci stawia przed nami pytania o destrukcyjną siłę bólu i w nim osamotnienia. Opowieść prowadzona z perspektywy małej dziewczynki, próbującej poradzić sobie z dojmującym bólem po stracie brata, w rodzinie gdzie zapisy biblijne wyznaczają zasady postępowania, rytm dzienny podporządkowany jest naturze i gospodarstwu, a rodzina doświadcza głębokiego rozpadu, jest doświadczeniem trudnym, szokującym, wręcz bolesnym. W tej powieści nie ma miejsca na czułość, troskę, wzajemne wsparcie. Jest ból, samotność, zagubienie, rozpaczliwe poszukiwanie ratunku – przez małe dziecko, dla siebie, dla rodziny. Nawet Bóg tak mocno obecny w życiu bohaterów nie ma nic wspólnego z miłością. Pragnienia Budrysówki – głównej bohaterki, zamykają się w jednym powtarzającym się zdaniu: Chciałabym kiedyś znów wrócić do siebie.

Jakie były wrażenia pań-uczestniczek spotkania DKK?:
„Ogromnie rozczarowujące postaci rodziców, szczególnie matki – nieczułej, zimnej, wycofanej, a nawet i okrutnej.”
„Osobiście nie lubię takiego pisarstwa. Zgrzyta mi każde słowo, męczy każdy opis, odstręczają realia życia dziewczynki i rozumiem jej chęć ucieczki od takiego życia.”
„Nie jestem w stanie opowiedzieć, o czym jest ta książka. To zbyt trudne.”
„Obowiązkowa lektura dla rodziców – by nie zostawiali dzieci samym sobie.”
„Książka brutalna, trudna do polubienia, ale dająca wiele do myślenia.”

Mimo emocjonalnie bolesnego procesu czytania – myślę, że naprawdę warto.

„Zamknięte drzwi” – relacja

Ostatnie tegoroczne spotkanie Klubu Książki spędziłyśmy na rozmowie o powieści Magdy Szabó „Zamknięte drzwi”.
Nagrodzona w 2003 roku prestiżową nagrodą Prix Femina historia to opowieść o niezwykłej relacji pisarki Magdy i jej pomocy domowej, Emerenc. Od początku wiemy, iż ta historia ma dramatyczne zakończenie. Magda powoli opowiada nam ją w retrospekcjach, po kawałku odkrywając kolejne szczegóły. Spotkanie tak dwóch różnych pod każdym względem osobowości owocuje szokującym chwilami tarciem; opowieść ta jest niesłychanie emocjonalna, bywa bolesna i trudna, a jednocześnie wypełniona czułością do drugiego człowieka. Z zapartym tchem przerzucamy kolejne strony, śledząc losy tej niezwykłej relacji; przyglądając się, jak się rozwija, ewoluuje, „intymnieje”. Aż do dnia, gdy wydarza się tragedia.
Nasza rozmowa zaprowadziła do pytania, które chyba każdy czasem sobie zadaje: czy pomagać należy za wszelką cenę? Czy można – i powinno się – pomóc komuś, kto tej pomocy nie chce? Czy może należy po prostu być i towarzyszyć – w zakresie wyznaczonym przez innych, nawet jeśli kłóci się to z naszymi przekonaniami czy zdrowym rozsądkiem.
Jest to powieść zachwycająca, poruszająca, czyta się ją z drżeniem serca. O godności, o dumie, o czułości, o krzywdzie; o przyzwoitości, która nie zależy od pochodzenia czy wykształcenia. Napisana lekkim, acz dobitnym językiem; porywa stylem i rysunkiem postaci. A Emerenc jest jedną z najlepszych – jeśli nie najlepszą – z postaci kobiecych w literaturze.
Gorąco polecamy!

„Noc w Caracas” – relacja

Listopadowe spotkanie Klubu Książki spędziłyśmy na rozmowie o powieści „Noc w Caracas” Kariny Sainz Borgo.
Autorka urodzona w Wenezueli, z której wyjechać musiała ze względu na trudną sytuację społeczno-polityczną, obecnie mieszka i tworzy w Hiszpanii. Jest uznaną dziennikarką i autorką reportaży, a czytana przez nas książka to jej debiut powieściowy.
Powieść przenosi nas do Caracas w Wenezueli pogrążonej w chaosie rewolucji i bratobójczych walk, bezprawia i przemocy. Główna bohaterka – Adelaida Falcón – traci matkę. Nie dane jej jednak w ciszy i spokoju przeżyć żałoby, gdyż sytuacja społeczno-polityczna wymaga codziennej, heroicznej walki o przeżycie. Los doświadcza ją kolejnymi problemami, a by przeżyć – będzie musiała chęć przetrwania postawić ponad wszystko inne, wykazać się niezwykłą determinacją, odwagą, siłą i wolą życia, by spróbować dać sobie szansę na nowy początek.
Lektura tej książki była piekielnie trudna. To emocjonalnie wyczerpująca droga przez porażające cierpienie, strach, dylematy i nieszczęścia. Wbija w fotel, wyciska łzy, fizycznie boli. I właśnie dlatego – gorąco polecam.
Kilka słów od Pań z DKKu:
Wstrząsnęła mną.
Sytuacja tragiczna, dojmująca samotność – ludzi i rzeczy.
Pełna napięcia. Pokazuje, jak kruche jest życie.
Przepiękny wątek matki i córki.
– Brutalna i miejscami okrutna rzecz opowiadająca o tym, co się dzieje z człowieczeństwem w świecie pozbawionym zasad moralnych, etycznych, obyczajowych i prawnych. Jest to historia rozpadającego się świata, w którym człowiek przerażony, głodny, udręczony i samotny staje się bezwzględnym drapieżnikiem. Jest to powtarzająca się w historii ludzkości przestroga przed manipulacją ludźmi, przed populizmem i tym, jak łatwo obudzić w nich dzikie instynkty. Nie można tracić czujności, należy reagować natychmiast, gdy słychać cichy rytm werbli…

„Czas kobiet” – relacja

Październikowe spotkanie DKK spędziłyśmy na rozmowie o książce Jeleny Czyżowej pt. „Czas kobiet„. Ta niewielka, zaledwie 200-stronicowa powieść stała się zalążkiem wielowątkowej dyskusji.
„Czas kobiet” opowiada o losach Antoniny – pracownicy jednej z socjalistycznych fabryk Leningradu lat 60. XX wieku. Antonina zachodzi w ciążę z przypadkowo poznanym mężczyzną. Rodzi córkę, którą wychować pomagają jej trzy starsze kobiety. Ojciec dziewczynki jest w jej życiu nieobecny, a jego los pozostaje nieznanym. Ta męska nieobecność jest pewną cechą charakterystyczną w powojennym Związku Radzieckim. Wyraźnie wyziera z kart książki, choć jednocześnie nie jest jej centrum. Środkiem tym są kobiety – zmuszone do samotności, do znalezienia sposobu na pokonanie piętrzących się trudności, próbujące przetrwać za wszelką cenę.
Bohaterkom powieści – tym pięciu kobietom – wbrew wszystkiemu udaje się stworzyć nieformalną rodzinę przepełnioną wzajemnym wsparciem i miłością. Zdane tylko na siebie znajdują siłę, by zmierzyć się z losem, by walczyć, by przetrwać.
Poniżej kilka z opinii uczestniczek spotkania:
Ściska w gardle, serce drży, łzy cisną się do oczu. To niby banalne słowa, ale wzruszenie autentyczne.
Liryczna opowieść o sile przetrwania, wsparcia, miłości.
Czytałam z wielkim sentymentem, przywołała wspomnienia mojego dzieciństwa.
Ciepła, optymistyczna w swym smutku; o miłości do drugiego człowieka, o sile empatii; o tym, że człowiek nie powinien być sam, a otoczony przyjaciółmi.
Krótka w formie, bogata w treści.

Gorąco polecamy!

„Zadyma w dzikim sadzie” – relacja

Na sierpniowym spotkaniu Klubu Książki rozmawiałyśmy o powieści „Zadyma w dzikim sadzie” autorstwa Kiran Desai. Ten debiut pochodzącej z Indii autorki spotkał się z wieloma przychylnymi reakcjami, zdobywając też nagrodę BettyTraskAwards w 1998 roku, a jej kolejna książka – „Brzemię rzeczy utraconych” – doceniona została Nagrodą Bookera w roku 2006.

Główny bohater „Zadymy… ” – młody mężczyzna Sampath Chawla, urodzony w czasie gwałtownej monsunowej burzy – żyje ze swą rodziną w miasteczku Shahkot, próbując sprostać oczekiwaniom społecznym i rodzinnym. Pracuje na poczcie, gdzie bardziej niż właściwym obowiązkom oddaje się czytaniu cudzej korespondencji. Cierpi na bezsenność, jest próżny i leniwy, zupełnie niesamodzielny, naznaczony oczekiwaniami ze względu na dramatyczne (odczytywane symbolicznie) okoliczności swych narodzin, próbuje zrozumieć świat i swoje w nim miejsce – niestety bez sukcesu. Zmęczony otaczającą go rzeczywistością postanawia uciec.

Tak trafia do sadu, gdzie wdrapuje się na jedno z drzew i postanawia na nim pozostać. Odosobnienie nie jest mu jednak pisane – odnajduje go rodzina, a w ślad za nią i inni po tym, gdy zostaje okrzyknięty mędrcem i prorokiem o światłym umyśle i nieograniczonej wiedzy… Tym sposobem rozpoczyna się tytułowa zadyma – przy współudziale co najmniej nietuzinkowych postaci z najbliższego otoczenia Sampatha, oryginałów z okolicy czy stada dzikich małp.

Powieść ta uderza egzotyką od pierwszych stron – w niezwykle sensualny sposób przedstawia lokalne obyczaje i społeczność; zapachy i kolory są niemal namacalne w każdym słowie. Można tę książkę czytać jak baśń, jak krzywe zwierciadło czy metaforę – każdy sposób jest dobry, by znaleźć w niej coś dla siebie. Nas rozmowa o niej zaprowadziła do rozważań na temat ludzkich zachowań, bogactwa i piękna przyrody, niesprawiedliwości kastowych, a nawet problemu sekt czy potrzeby wiary w coś – cokolwiek, tkwiącej chyba w każdym z nas.

Polecamy!

„Inna od siebie” – relacja

Kameralne, lipcowe spotkanie Klubu Książki upłynęło nam na rozmowie o rzeczy napisanej przez Brygidę Helbig pt. „Inna od siebie”. Mimo że klasyfikuje się ją jako powieść, to zdecydowanie od typowej powieści odbiega, zahaczając i o biografię, i esej, a nawet i reportaż. 

Poznajemy historię zapomnianej niestety Marii Komornickiej (vel Piotr Odmieniec Włast) – młodopolskiej pisarki, poetki, krytyczki literackiej, której pełne dramatów życie drobiazgowo próbuje nam zobrazować i wyjaśnić autorka. Fantastyczna, dogłębna praca badawcza pozwala na zaprezentowanie faktów z wielu perspektyw, z relacji członków rodziny czy znajomych, z listów. Na tle barwnie przedstawionej epoki towarzyszymy autorce w próbie zrozumienia losów Marii Komornickiej – od samego dzieciństwa, spędzonego w rodzinnym majątku, poprzez wczesny debiut i sukces literacki, aż po dramat choroby, odrzucenie kobiecej tożsamości i samotną śmierć w połowie XX wieku.

Postać bohaterki wzbudziła w nas skrajne emocje – zainteresowanie, ale też i niechęć; ciekawość i irytację, współczucie i zniecierpliwienie. Jest to postać niejednoznaczna, kontrowersyjna, zapomniana nawet za życia, cały czas zdaje się być niezrozumianą, nierozwikłaną, tajemniczą.  Czy warto? Jak najbardziej, choć lektura to niełatwa, zarówno w formie, jak i treści. A dla tych, którzy chcieliby zapoznać się z twórczością Marii Komornickiej, zapraszam do zbiorów Polony

„Przed końcem zimy” – relacja

Bohaterką czerwcowego spotkania naszego Dyskusyjnego Klubu Książki była powieść irlandzkiego autora Bernarda MacLaverty’ego pt. „Przed końcem zimy”. A spotkanie było to wyjątkowe, bo w końcu mogłyśmy porozmawiać twarzą w twarz! 😁😁😁 Po wielu miesiącach oczekiwań w końcu udało się powrócić do tej idealnej formy rozmów o rzeczach różnych, mniej i bardziej istotnych, których punktem wyjścia dla nas jest zawsze książka. Dziękuję Paniom bardzo za cierpliwość i wytrwałość 😊

A wracając do naszej głównej bohaterki, czyli powieści MacLaverty’ego – w skrócie rzecz ujmując jest to historia wieloletniego małżeństwa w podróży do Amsterdamu. Za tym zdawać by się mogło banałem kryje się jednak swoista wiwisekcja związku i próba odpowiedzi na pytanie: co dalej? Czy „dalej” jest w ogóle możliwe, a jeśli tak – to w jakiej formie? Czy to jest w końcu ten czas, kiedy do głosu powinny dojść skrywane od lat marzenia, pragnienia, potrzeby, traumy?

Jakie były głosy Pań na jej temat?

  • To jest książka o nas
  • Choć dotyka spraw trudnych, to w tak delikatny sposób, iż czytelnik nie odczuwa nadmiernie tego dramatyzmu, nie lęka się
  • Świetne dialogi, fantastyczny język
  • To rzecz o tolerancji

Cóż mogę rzec więcej? Gorąco polecamy!

„Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze” – relacja

Ostatnie spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki spędziłyśmy na rozmowie o powieści „Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze” autorstwa Gail Honeyman. Książka ta, wydana w 2017 roku, to debiut pisarski autorki, który doceniony został jedną z najważniejszych brytyjskich nagród literackich – Costa BookAwards.

Jest to opowieść o młodej kobiecie – Eleanor – która wiedzie w pełni poukładane życie: mieszka sama, pracuje w biurze, na co dzień rozmawia z kwiatkiem, weekendy osładza sobie mocniejszym alkoholem, a we środy rozmawia przez telefon z matką. Żyje zgodnie z dającym jej poczucie bezpieczeństwa rytuałem, a jedyne, czego jej brakuje, to miłość. Tak przynajmniej się jej wydaje i zapewne nic w tej kwestii by się nie zmieniło, gdyby los nie postawił na jej drodze dwóch mężczyzn. Plan na realizację marzenia o szczęśliwym związku i nieoczekiwany przyjaciel wywołują szereg wydarzeń, które burzą poukładane życie Eleanor, zmuszają do stanięcia twarzą w twarz z przeszłością i brutalnie każą jej przewartościować wszystko, czym do tej pory żyła. Eleanor bowiem absolutnie dobrze się nie ma. Wypracowała sobie pewien mechanizm obronny, który pozwalał jej żyć z dnia na dzień i tłumić przeogromną, destrukcyjną, gryzącą ją od środka traumę. Czy Eleanor będzie miała się dobrze? Zachęcamy do lektury 🙂

A oto kilka uwag z dyskusji:

Bardzo wzruszająca opowieść o dziecku pozbawionym troski i miłości, a jednocześnie o sile życia tego dziecka, które stworzyło sobie świat alternatywny, by uchronić się przed destrukcją.

Samotność jest przejmująca. Nie można się separować, trzeba żyć w społeczeństwie, utrzymywać kontakty i przede wszystkim rozmawiać.

Introwertyczka, dopiero przez działania innych jakby odbudowała swoją osobowość, otworzyła się, uczyła normalnych relacji.

Skojarzyła mi się z „Dziewczyną z konbini”.

Pokazuje, jak ważna w życiu jest przyjaźń – obecność kogoś, kto bezinteresownie się o nas zatroszczy, gdy tego najbardziej potrzebujemy.

„Berta Isla” – relacja

Marcowe spotkanie Klubu Książki spędziłyśmy na rozmowie o powieści Javiera Maríasa „Berta Isla”. Jest to historia pewnej nieobecności, opowiadana nam po kawałku, retrospekcjami, z różnych perspektyw, coraz bardziej przybliżających nam dramat głównych postaci.

Berta Isla i Tomás Nevinson poznali się w szkole średniej i już wtedy wiedzieli, że przyszłość będą budować razem. Jedno zdarzenie sprawiło, iż marzenia o radosnym, szczęśliwym życiu nie znalazły spełnienia. Mnogość wątków i emocji, szczegółowość analizy, intymność tej książki zrobiły na nas ogromne wrażenie. Cudowny, charakterystyczny dla pisarza styl, operujący długimi zdaniami mimo tego, iż wymaga dużego skupienia, to zdaje się być jedynym właściwym do opowiedzenia tej historii; sprawia, że nie można się od niej oderwać, że smakowanie każdego zdania to nieopisana przyjemność. Jest to taka rzecz, o której rozmawiać można bez końca, tak wiele różnych tematów porusza – miłość, samotność, manipulacja, bezsilność, strach. Przy takich lekturach tym bardziej doskwiera nam niemożność spotkania się twarzą w twarz, obserwowania wzajemnych reakcji, reagowania na nie… tyle ich, że trudno nad nimi zapanować 🙂

Gorąco polecamy!

Wspomnieć muszę jeszcze o jednej bardzo istotnej rzeczy – luty to miesiąc naszych urodzin 🙂 Spotykamy się już od siedmiu lat, by raz w miesiącu porozmawiać o przeczytanej książce. Już od dawna nasze dyskusje nie dotyczą tylko książek rzecz jasna – te są inspiracją do rozmów na tematy maści wszelakiej i dumna jestem niesłychanie, że osiągnęłyśmy ten komfort rozmowy, w którym możemy pozwolić sobie na pełną otwartość i szczerość. Moje drogie Panie – dziękuję z całego serca za lata minione, z radością oczekuję kolejnych. Do zobaczenia 🙂

Anna Matorin

„Lem. Życie nie z tej ziemi” – relacja

Lutowe spotkanie DKK przebiegło nam pod znakiem Stanisława Lema, a to za sprawą książki „Lem. Życie nie z tej ziemi” Wojciecha Orlińskiego. I nie była to lektura najłatwiejsza, choć niezwykle interesująca.

okładka biografii Lema

Życie Stanisława Lema, w szczególności jego lata młodzieńcze, spowija tajemnica. Pisarz sam niechętnie się na ten temat wypowiadał, informacje więc odnoszące się do tego okresu jego życia należy starannie wyłuskać z korespondencji, dokumentów czy nawet powieści Lema. Wojciech Orliński podjął tę bardzo trudną próbę i stworzył fascynującą opowieść, pokazując nam Lema z jego bardzo ludzkiej strony – od trudnego dzieciństwa naznaczonego wojną przez komunizm i emigrację po czasy współczesne. Poznajemy autora z wielu różnych stron – jako genialnego pisarza i wizjonera, jako osobę bardzo wrażliwą, jako autora bardzo krytycznego wobec swej twórczości, jako człowieka dotkniętego różnymi chorobami, czy wreszcie jako fantastycznego przyjaciela. Ta wielka postać, otoczona chwałą i sławą, wyniesiona na piedestał literatury polskiej, jawi się nam w końcu jako zwykły człowiek, ze swoimi wadami i zaletami, z różnymi traumami, ze słabością do słodyczy… jak każdy z nas. I mimo całej trudności przy lekturze, spowodowanej częstymi odniesieniami do twórczości Lema, której aż tak dobrze nie znamy, jest to rzecz warta polecenia właśnie ze względu na jego postać – ogromnie ciekawą, niezwykłą i zagadkową. 

A poza tym – mamy Rok Lema 🙂

„Leksykon światła i mroku” – relacja

okładka książki

Pierwsze w tym roku spotkanie online Dyskusyjnego Klubu Książki przy filii nr 12 MBP (7.01.2021) poświęcone było książce norweskiego pisarza Simona Strangera pt. „Leksykon światła i mroku„. Powieść ta, uhonorowana Norweską Nagrodą Księgarzy 2018, przedstawia losy najbardziej znanego norweskiego kolaboranta i zbrodniarza w połączeniu z historią rodzinną. A wszystko zaczęło się od niewinnego spaceru i dziecięcego pytania „dlaczego?” Dlaczego dziadek został zabity?

Powieść ta jest próbą zrozumienia historii – jednostkowej i ogólnej –  w sposób jednak zupełnie inny niż to, do czego przywykliśmy. Nie wskazuje winnych, nie gloryfikuje ofiar. Nie wikła się w martyrologię czy religię, stara się trzymać dystans. Zadaje pytanie, szuka odpowiedzi, próbuje zrozumieć. To książka przede wszystkim o pamięci, zgodnie z ideą przyświecającą Stolpersteinom (kamienie pamięci) o swego rodzaju odroczeniu śmierci.

W tradycji żydowskiej mówi się, że człowiek umiera dwa razy. Pierwszy raz wtedy, kiedy ustaje bicie jego serca, a synapsy w mózgu gasną niczym miasto podczas awarii prądu. Drugi następuje wówczas, gdy już po raz ostatni wypowiada się nazwisko zmarłego, myśli o nim lub sią o nim czyta pięćdziesiąt, sto albo czterysta lat później. Dopiero wtedy człowiek naprawdę znika, wymazany z życia na Ziemi.

(S. Stranger, „Leksykon światła i mroku”, Wyd. Literackie 2020, str. 8)

Na uwagę zasługuje też niewątpliwie niespotykana kompozycja. Powieść ma formę leksykonu –  hasła od A do Ż tworzą historię życia i śmierci, biografię ofiary i sprawcy.

Jest to rzecz trudna, wstrząsająca, ale bardzo potrzebna; która zwraca nam uwagę po raz kolejny na fakt, iż granica między człowieczeństwem a barbarzyństwem jest bardzo cienka; która przyprawi nas o szok i łzy z jednej strony, a z drugiej zachwyci wirtuozerią słowa w tak trudnym temacie.

Gorąco polecamy!

„Euforia” Lily King – relacja

Na ostatnim spotkaniu Klubu Książki rozmawiałyśmy o „Euforii” Lily King. Jest to rzecz inspirowana wydarzeniami z życia znanej chyba wszystkim antropolożki, Margaret Mead, z czasów jej pobytu w Nowej Gwinei w latach 30. XX wieku oraz jej relacji z Reo Fortune’m i Gregorym Batesonem.
Nasi bohaterowie – Nell Stone, jej mąż Fenwick Schuyler i Andrew Bankson – spotykają się przypadkiem na przyjęciu, kiedy to małżeństwo gotowe jest opuścić dorzecze Sepiku, ale za namową Banksona decyduje się zbadać nieznane dotąd plemię Tamów. Co kryje się za takim zachowaniem młodego antropologa?
Oczami Banksona i z zapisków Nell poznajemy sposób ich pracy i motywacje; to, jak każde z nich inaczej próbuje poznać i zrozumieć obcą i jakże odmienną społeczność. Razem z nimi zaczynamy w którymś momencie zastanawiać się nad celowością takich badań; nad tym, gdzie przebiegać powinna granica działań dopuszczalnych. Nieuchronnie też przychodzi w końcu myśl, iż buńczuczne i niezasłużone jest przekonanie o wyższości kultury „naszej” nad „inną”… Jak powiedziała jedna z Pań: obserwowane w książce ludy pierwotne mają jasne zasady postępowania, nasza moralność natomiast jest szemrana. Trudno się nie zgodzić.
Książka ta pozwala nam też towarzyszyć rozwijającej się relacji pomiędzy Nell i Banksonem i to na jej kanwie snuta jest historia, a z wolna budowane napięcie, nienachalna narracja i przystępny język sprawiają, że jej lektura to czysta przyjemność.
Polecamy!

„Błoto słodsze niż miód” – relacja

Wrześniowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęcone było reportażowi Małgorzaty Rejmer „Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii”. Po świetnie przyjętym „Bukareszcie” (polecam!) autorka postanowiła opisać losy Albanii z czasów dyktatury Envera Hoxhy.
To, co uderzyło nas najbardziej, to że mimo bliskości geograficznej Albanii tak niewiele o niej wiemy; że mimo ponad 40 lat dyktatury wiedza o niej jest tak skąpa nawet dzisiaj.
Książkę tę czyta się niełatwo ze względu na ogrom emocji, które budzi. Osobiste dramaty opisywane bezpośrednio przez bohaterów porażają brutalnością, bezsensem, okrucieństwem; budzą lęk i przekraczają wszelkie granice wyobraźni. Zabieg oddania głosu tym, którzy doświadczyli okrucieństwa dyktatury Envera Hoxhy sprawia, że dociera ono do nas ze zwielokrotnioną siłą. Pośród tych dramatów jednak zdarzają się i głosy tęsknoty za czasem minionym, głosy chwalące zmarłego przywódcę i wyrażające się o nim pochlebnie, co każe zadać odwieczne pytanie: jak? jak to możliwe, by jeden człowiek był w stanie tak zmanipulować całe społeczeństwo, że nie dość, iż zbudował potężny aparat represji, w którym nawet najbliższym nie można było ufać, to i wiele lat po swej śmierci dalej znajduje uznanie. Jak?
Współczesna Albania dalej boryka się z wieloma problemami i rozczarowaniem obecną sytuacją, choć są one jedynie sygnalizowane przez autorkę. Pokonanie 40 lat traumy najwyraźniej zajmie czas kilku pokoleniom.
A za podsumowanie niech nam posłuży ostatni akapit z książki:
Pamiętaj, nie ma co płakać. Trzeba się cieszyć, że możemy jeść, śmiać się i rozmawiać. Teraz wreszcie żyjemy, tym jednym krótkim życiem.
(Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii / M. Rejmer, Wołowiec 2018, str. 332)

Relacja z sierpniowego spotkania naszego DKK

Sierpniowe spotkanie online Dyskusyjnego Klubu Książki spędziłyśmy w gorącej atmosferze na rozmowie o jednej z najbardziej znanych książek Paula Austera, a mianowicie o „Trylogii nowojorskiej”. Składa się ona z trzech opowieści („Szklane miasto”, „Duchy” oraz „Zamknięty pokój”) – niby autonomicznych, ale jednak połączonych tyloma odniesieniami, że dla mnie tworzą nierozerwalną całość. Przyjęło się mówić, że są to opowiadania detektywistyczne, choć sam autor odżegnuje się od takich teorii. To, co z klasycznym opowiadaniem detektywistycznym może je łączyć, to motyw poszukiwania, a nie występek kryminalny będący zagadką do rozwiązania. I mimo tego, że bohater jednej z opowieści jest zawodowym detektywem, a bohaterowie dwóch pozostałych niejako przyjmują takową rolę, to nie dajcie się zwieść tej prostej interpretacji 🙂

Trzeba przyznać, że nie jest to lektura łatwa… Mnogość odniesień literackich i kulturowych (np. Biblia czy też „Raj utracony”) sprawia, że książkę czytać należy w dużym skupieniu, a i dobrze jest wrócić do istotnych dla całości fragmentów, by „wyłapać” i zrozumieć tę misterną siatkę powiązań zaserwowanych nam przez autora. Każda z tych części opowiada o czymś innym, a odpowiedź na standardowe pytanie: o czym to jest? nastręcza wiele trudności.  Pewne jest, że napisano ją pięknym językiem, który maluje obrazy w naszej wyobraźni, bawiąc się jednocześnie konwencją i nieustannie nas zaskakując. Natomiast posiłkując się opiniami naszych Klubowiczek, mogę powiedzieć, iż jest to rzecz nieoczywista i niejednoznaczna, inspirująca poznawczo, do której podejść należy zupełnie inaczej niż do tradycyjnej lektury – bez szukania jakiegoś morału, wniosków, gotowych rozwiązań. Jest to rzecz, która mnoży pytania, zmusza do rozmyślań, każe się zatrzymać i zastanowić, poświęcić refleksji. Nie ma jednego wniosku z niej płynącego, bo każdy z nas z tego pozornego chaosu wyniesie co innego. 

Każdy z bohaterów szukając kogoś/czegoś, w pewnym sensie stracił siebie. Czy więc warto? Na to pytanie nie ma jednej klarownej odpowiedzi. A całe to zamieszanie z powodu jednej omyłkowej rozmowy telefonicznej…

Na zakończenie krótki cytat wypowiedzi jednego z bohaterów:

Nie twierdzę, że rozwiązałem jakiekolwiek problemy. Sugeruję tylko, że nadeszła chwila, kiedy już nie bałem przyjrzeć się wcześniejszym wydarzeniom. Jeśli wynikły z tego jakieś słowa, to wyłącznie dlatego, że chcąc nie chcąc musiałem je przyjąć, wziąć na siebie i pójść, dokąd mnie prowadziły. Ale to jeszcze nie znaczy, że słowa są ważne. Już od dawna walczę z sobą o to, żeby pożegnać się z pewną sprawą i w sumie liczy się tylko ta walka. A moja historia nie zawiera się w słowach, lecz właśnie w walce.

(„Trylogia nowojorska” / Paul Auster, Wyd. Znak, Kraków 2012, str. 334)

Gorąco polecamy!

Relacja z pierwszego wirtualnego spotkania naszego DKK

Po zdecydowanie zbyt długiej przerwie wczoraj po raz pierwszy od marca obradował nasz Dyskusyjny Klub Książki 🙂 W formie jednak zupełnie odmiennej, a mianowicie wirtualnej – z wykorzystaniem rozmowy grupowej w aplikacji WhatsApp. Co to były za emocje … 🙂

Rozmawiałyśmy tym razem o książce Dubravki Ugresić „Ministerstwo bólu”. Jest to historia o ludziach, którzy z Jugosławii objętej wojną uciekli do Holandii i tam próbują ułożyć sobie życie na nowo. Czy możliwe jest jednak uwolnienie się od tragicznych wspomnień i przeżyć? Jaki jest właściwy sposób radzenia sobie z traumą? Jak rozmawiać o tym, co utracone? Jak sprawić, by to złamane okrucieństwem wojny życie miało znowu sens?

Na te i wiele innych pytań próbują znaleźć odpowiedzi bohaterowie tej niewielkiej objętościowo książki. Jej lektura nie należy do łatwych – zanurzamy się razem z bohaterami w ich doświadczeniu krzywdy, poniżenia, strachu i bezradności, poszukując jednocześnie sposobu na odnalezienie choć odrobiny wewnętrznego spokoju. Niezaprzeczalnym jest jednak fakt, iż mimo tego, że żyli w wolnym kraju, to zniewoleni byli przez własną traumę. Niemożliwe jest też znalezienie złotego środka na radzenie sobie z nią, kiedy jesteśmy tak różni, zbudowani z tak różnych doświadczeń.  

 

Scroll Up
Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych na zasadach określonych w polityce prywatności, Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies we wskazanych w niej celach, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce lub opuszczenie serwisu.
Skip to content