kompozycja książkowa

Dracula i Dracul [recenzja]

Recenzja nowości rynkowej pt. „Dracul” od wydawnictwa Czarna Owca oraz potrójna recenzja „starego” Dracula od zaprzyjaźnionych recenzentek z Fantastyki na Luzie.

Opinia amenarhi o nowym „Draculu”

Powiedzieć, że byłam sceptycznie nastawiona do tej książki, to nic nie powiedzieć. Nie podobał mi się pomysł czynienia głównego bohatera powieści z realnej osoby, w dodatku przodka autora. Taki zabieg w pierwszej chwili wywołał wręcz moje oburzenie. Jednak ostatecznie sięgnęłam po „Dracula” ze względu na bardzo dobre opinie, bo hasła typu „tytuł obowiązkowy dla fanów powieści gotyckiej” mocno na mnie działają. Po lekturze mam mętlik w głowie.

Nie czytałam dotąd beletrystyki pisanej przez dwóch lub więcej autorów. Z jednej strony widziałam świetny warsztat, bardzo klimatyczne opisy, przyjemny język i dobre, choć leniwe tempo. Z drugiej zaś fabuła bywała przegadana, a niektóre sceny nużące i nielogiczne. Drobiazgowość chwilami aż irytowała, podczas gdy na innych stronach wręcz mnie zachwyciła. Operowanie skrajnościami jest oczywiście typowe dla romansu grozy, jednak nie w ten sposób – powieść gotycka charakteryzuje się wstrząsającym, nawet brutalnym zestawieniem sacrum i profanum, ciemności i światła, po to, by wywołać wrażenie dysonansu, przepaści. Jednak dotyczy to zwykle elementów tła, postaci i fabuły, a nie warsztatu autora(ów).

Na początku akcja toczy się powoli, klimat niepokoju narasta, sącząc się niepostrzeżenie do umysłu czytelnika. Tajemnica zaczyna nabierać kształtu, a kolejne strony przelatują same, aż do punktu kulminacyjnego, w którym najbardziej intrygująca postać znika. Od tej pory rozpoczyna się śledztwo, jednak tu trudno doszukiwać się elementów gotyckich. To część kryminalna, niezła, lecz jak wspomniałam, chwilami nużąca. Pojedyncze, przerażające sceny przykuwają uwagę czytelnika na chwilę, by za moment znów przerodzić się w długie, monotonne opisy i dialogi. Potem znów powracamy do tej części przesyconej mistyką, jednak brak już onirycznego klimatu, który towarzyszył nam na początku.

Sama konstrukcja fabuły, narracji (dzienniki, listy), a nawet profile bohaterów to jedna wielka zabawa formą. „Dracul” jest bowiem retellingiem „Draculi”. Autorzy nie kryją się z tym, że (prawie) każda z postaci ma swój odpowiednik w oryginalnym dziele z 1897 roku. Tłumaczą wszystkie podobieństwa w posłowiu, twierdząc, że „Dracula” został przeredagowany, by ukryć fakty, na których Bram Stoker oparł swoje dzieło. W myśl ich zapewnień to właśnie „Dracul”, oparty na prawdziwych przeżyciach Brama, jest tą oryginalną wersją. Interesujący zabieg marketingowy, choć jestem zdania, że takie zabawy z klasyką to miecz obosieczny. I zwykle nie wychodzą książce na dobre, gdyż nie sposób ustrzec się przy nich porównań do oryginału.

I dlatego według mnie „Dracul” jest powieścią niezłą, jednak nie doścignął pierwowzoru. Postaciom, chociaż wzorowanym na istniejących, brak głębi i wielowymiarowej symboliki, którą nadał im Bram Stoker. Sama historia ma wiele ciekawych aspektów, kilka momentów wywołujących pozytywne zdziwienie (baśniowe wyjaśnienie historii najważniejszej, najbardziej enigmatycznej postaci) oraz pewne świeże rozwiązania. Tym powiewem świeżości okazuje się przewrotne ukazanie zła, które wcale nie jest tak potworne, jak może się wydawać, a nawet bywa bardziej ludzkie od niektórych ludzi. Minusem jest nadmierna, współczesna dosłowność, której nie znajdziemy w dziełach XIX-wiecznych. Odziera ona nadprzyrodzone istoty z tajemnic, podczas gdy powieść gotycka nie śmie nazywać niczego prawdziwym imieniem, pogłębiając tym samym poczucie zagubienia i niepewność czytelnika.

Z przyjemnością odnalazłam w „Draculu” odwołania do innych klasycznych dzieł o wampirach (Dumas, Le Fanu), jednak to nadal za mało, by mnie zachwycić. Książkę oceniam w odniesieniu do „Draculi”, choć być może jako samodzielne dzieło bardziej przypadłaby mi do gustu.

Ocena: 6/10

kompozycja książkowa
Recenzje „starego” Dracula

Opinia amenarhi:

Powieść gotycka „Dracula” pióra Brama Stokera pierwszy raz została wydana w 1897 roku. Dziś uchodzi za najsłynniejsze dzieło o wampirach, a jej tytułowy bohater stał się ikoną popkultury.

Historia hrabiego Draculi zainspirowała dziesiątki twórców na całym świecie – powstało mnóstwo ekranizacji i adaptacji powieści, wystawiano sztuki teatralne (choćby tę z 1924 roku, która spopularyzowała wizerunek wampira jako przystojnego, niepokojącego jegomościa w pelerynie). Do dziś motyw krwiopijców zdaje się nie starzeć, wciąż pojawiają się nowe dzieła, w których autorzy przedstawiają bladolice potwory w odświeżonej odsłonie, dodając im nowe cechy.

Bram Stoker nie był twórcą postaci wampira, jednak zdecydowanie to jego książka przyczyniła się do rozpowszechnienia motywu upiora nocy wysysającego krew niewinnym. Zatem: czy warto sięgnąć po tę pozycję?

Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak! Szczególnie jeśli kogoś interesuje rodowód krwiopijców. Jednak warto powinien mieć świadomość, że „Dracula” to wymagająca lektura; książka powstała w końcu ponad sto lat temu. I choć autor bardzo wprawnie posługuje się słowem, chwilami treść może przytłaczać – archaiczny język, pompatyczne zachowania bohaterów, objętość opisów i rozbudowane monologi wewnętrzne. Jest to rasowy romans grozy, w którym istotną rolę pełni dualizm między pozytywnymi postaciami a czarnym charakterem, z przerażającymi budowlami w tle (zamczysko w Transylvanii, porzucone opactwo, które staje się nowym domem hrabiego) oraz ciągłe poczucie narastającej groźby, czyhającej na dzielnych protagonistów.

W powieści napotkamy na mieszaną narrację – fabułę poznajemy głównie z listów i dzienników spisanych przez bohaterów, znajdą się tu również doniesienia prasowe czy dziennik pokładowy.

Atmosfera „Draculi” jest niepowtarzalna, a sama książka to klasyka literatury i naprawdę warto się z nią zapoznać.

Ocena: 8/10

Opinia Sol:

Przez mrok, przez las wprost do zamku, gdzie czai się zło…

Któż nie zna hrabiego Draculi i jego historii? W dowolnej interpretacji czy adaptacji filmowej? Nie da się dorosnąć i nie natknąć na to nazwisko, jest wszechobecne w kulturze i popkulturze, dlatego też czytając Draculę, miałam troszkę wrażenie, jakbym nie robiła tego pierwszy raz.

Ale czy to źle?
W żadnym wypadku. To, co znane jest już kochane i odnajdywanie tych elementów było ogromną przyjemnością. Natomiast nie spodziewałam się, że aż tyle innych kawałków układanki składa się na pełen obrazek Stokerowskiego Draculi.
Sam Hrabia, to nie przystojny dżentelmen w cylindrze i z laseczką, to nie łagodny starszy pan z dziwną płynną dietą. To Potwór, który mota i plącze, knuje i kombinuje, by osiągnąć swój jakże okrutny cel.

Myślałam, że będę się nudzić, że pokona mnie język książki mającej przecież ponad sto lat. Ale nic bardziej mylnego! Usłyszałam, że to literatura rozrywkowa, pisana dawno, ale wciąż dla uciechy i to prawda! A na dodatek genialny przekład i redakcja swoje też zrobiły, dzięki czemu czytałam Draculę z ogromną przyjemnością.
Potrafiłam sobie też wyobrazić, jak odbierali ją ludzie, czytając w czasach współczesnych autorowi. Ta groza! Ten niepokój! Niepewność! Strach!
Ach! Biedna Lucy! W tym momencie bardzo chciałam nie znać historii z innych źródeł i móc zastanawiać się, co się z nią tak właściwie dzieje.

Dracula Brama Stokera to kawał dobrej opowieści. Dla mnie dodatkowo uroczej ze względu na postać Miny. Jaka ona była słodka, jaka mądra i roztropna. I jaka odważna! Jej siła i siła jej miłości do Jonathana, to już materiał na piękną historię, a dokładając tę grozę i samego tajemniczego i piekielnie przebiegłego Hrabiego…
Cudo.
A fakt, że opowiedziane jest to w formie dzienników, dodaje wrażenia prawdziwości. Relacja bohaterów jest tak realna, że nietrudno uwierzyć, że to wszystko się zdarzyło.

Wiem, że jeszcze kiedyś wrócę do Transylwanii i Anglii, by wraz z Jonathanem, Miną, profesorem Van Helsingiem i resztą przeżyć jeszcze raz te pełne niepokoju miesiące.

Ocena: 8/10

Opinia Ilkanis:

Któż nie zna słynnego wampira – hrabiego Draculi? Pojawia się on w tylu książkach, filmach i dziełach, że nie sposób go nie znać. Lecz skąd jego popularność?

Dzięki amenarhi postanowiłam sama przekonać się, jak to się wszystko zaczęło. Gdzie tkwi sukces tej Istoty.

Ci co oglądali serial Netflixa pod tym samym tytułem, będą mogli znaleźć pewne podobieństwa szczególnie na samym początku. I o ile twórcy serialu zawiedli moje oczekiwania, tak ta książka nie.

„Dracula” składa się ze zbiorów listów, notatek, dzienników, wycinków gazet objaśniających dramat, w którym znaleźli się bohaterowie. Mamy bowiem ich kilku i każdy z nich odgrywa ważną rolę w całości. Sam wampir jest postacią, która (o dziwo!) nie pojawia się często. Nie widzimy jego czynów, a jedynie efekty. Samego hrabiego spotykamy na początku, a potem zaledwie kilkukrotnie, podczas krótkich epizodów z jego udziałem. Jego wygląd i charakter jest zupełnie inny, niż to co znałam. Bo wyobrażacie sobie wampira z WĄSAMI?! A w życiu! Nigdy mi przez myśl nie przeszło, że ta wiekowa istota może nosić wąsy. Być może to jest szczegół, ale tych jest dość dużo w książce i dzięki temu widzimy, jak bardzo popkultura zmieniła jego wizerunek. Nie ma w nim zmysłowego piękna, wręcz przeciwnie, jest drapieżność, zło. Sama fascynacja jego osobą może być wynikiem jego działań i tego co ma w sobie niźli samego wyglądu.

Przyznam się bez bicia, zupełnie inaczej wyobrażałam sobie tę książkę, niemniej to co otrzymałam, było naprawdę zacnym przeżyciem.

Klimat powieści rozwala na łopatki, dosłownie. Noc, groza, niepokojące wycia wilków, ach, jakie to było dobre!

Nie dziwię się fenomenu i popularności Wampira. Jednakże ocenianie klasyków jest sprawą niezwykle ciężką. Niektóre zachowania bohaterów, sytuacje, w których się znaleźli są dość absurdalne i trzeba naprawdę wyłączyć „współczesne” myślenie, żeby nie czepiać się niektórych szczegółów (jak choćby transfuzji krwi bez przeprowadzonych badań grup).

Lecz nie zamierzam do tego się przyczepiać. Takie było wtedy myślenie i mentalność. I chociaż samo zakończenie wydawać by się mogło dość proste, nie posiadające jakiegoś twistu, który zawróci nam w głowie, to satysfakcjonuje.

Jestem zadowolona, że udało mi się zapoznać z klasyką grozy.

Ocena: 8/10

Foto: Sol i amenahri

Recenzja powstała w ramach współpracy z grupą recenzentek z grupy
Fantastyka na luzie – książka, film, serial

Grupa dyskusyjna: https://www.facebook.com/groups/fantastyka/
Bookstagram: https://www.instagram.com/fantastyka_na_luzie/
Fanpage: https://www.facebook.com/FantastykaNaLuzieFP

Data publikacji
1 grudnia, 2020
Udostępnij
Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz też inne aktualności

Szanowni Czytelnicy!

Serdecznie zapraszamy do naszych filii bibliotecznych, pamiętajcie, że nadal działamy w ograniczonym zakresie i z zachowaniem odpowiednich środków bezpieczeństwa. Bieżące informacje o godzinach otwarcia wszystkich naszych lokalizacji znajdują się TUTAJ. Możliwe jest wypożyczanie i zwracanie książek i płyt. Dla Czytelników...
 

Spotkanie z Jackiem Fedorowiczem [fotorelacja]

W środę odwiedził naszą bibliotekę Jacek Fedorowicz, który swoim humorem i witalnością przyciągnął wielbicieli dobrej, starej szkoły aktorskiej. Spotkanie przebiegło w świetnej atmosferze i na pewno na długo zostanie w naszej pamięci.(13 października, filia nr 7, pl. Matki Teresy z...
 

Wernisaż wystawy "Bachory" Lesi Koniuk [fotorelacja]

11 października, w poniedziałek, odbył się wernisaż wystawy malarskiej młodziutkiej Lesi Koniuk, uczennicy Państwowego Liceum Plastycznego im. Constantina Brancusiego w Szczecinie.„Bachory” będzie można oglądać do początku listopada w ProMediach (filia nr 54, al. Wojska Polskiego 2).Zapraszamy, bo warto.
 
Scroll Up
Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych na zasadach określonych w polityce prywatności, Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies we wskazanych w niej celach, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce lub opuszczenie serwisu.
Skip to content