Biblioteka Miejska w Szczecinie

Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie

Aktualnie znajdujesz się w dziale: Filia nr 12 » DKK 12

DKK 12

DKK 12

Jesteśmy dziarską grupą miłośników literatury, kawy, herbaty i pysznych ciast. Spotykamy się w każdy pierwszy czwartek miesiąca w samo południe, aby wśród śmiechu i żartów oddawać się refleksjom i dyskusjom na każdy temat – nie tylko ten literacki.
Z niecierpliwością oczekujemy każdego następnego spotkania, doskonale czując się w swoim towarzystwie, połączeni  zamiłowaniem do czytania oraz poczuciem humoru.
Serdecznie zapraszamy wszystkich chcących dzielić się swoimi przemyśleniami dotyczącymi literatury i życia, a także tych, którzy chcieliby po prostu  miło spędzić czas wśród interesujących i życzliwych ludzi. Ale ostrzegamy – to uzależnia!
Zapraszamy w każdy pierwszy czwartek miesiąca o godz. 12.30. Spotkania prowadzi Anna Żurkowska. 

Na grudniowym spotkaniu, które wyjątkowo odbędzie się w środę 6 grudnia, o godz. 12.30, porozmawiamy o książce Haruki Murakamiego "Mężczyźni bez kobiet".

Szwedzkie kalosze
Listopadowe spotkanie Klubu Książki dotyczyło ostatniej fabularnej pozycji H. Mankella "Szwedzkie kalosze".
Jest to luźna kontynuacja "Włoskich butów", o których rozmawialiśmy w 2014 roku. Do postaci Fredrika Welina wracamy po ośmiu latach w okolicznościach dość dramatycznych - pewnej nocy ze snu wyrywa go pożar jego domu. To zdarzenie burzy i tak kruche poczucie bezpieczeństwa naszego bohater. Na domiar złego zmierzyć się musi z podejrzeniami o bycie podpalaczem, stawić czoła własnym uczuciom do nowo poznanej dziennikarki oraz ułożyć  burzliwą relację z córką. Wszystkie te okoliczności wzmagają potrzebę zrozumienia istoty przemijania, znalezienia sensu życia, zweryfikowania relacji łączących z otaczającym światem i ludźmi. Fredrik próbuje okiełznać teraźniejszość uciekając we wspomnienia, w efekcie czego w bardzo niespieszny, ale treściwy sposób uczestniczymy w porządkowaniu życia.
[8 listopada 2017]

Na spotkaniu, które odbyło się 5 października, o godz. 12.30, rozmawialiśmy o książce Grażyny Plebanek "Nielegalne związki".

Na spotkaniu, które odbyło się 3 sierpnia, rozmawialiśmy o książce  Hermana Kocha "Kolacja".

W domu z witrażem
Na czerwcowym spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki rozmawiałyśmy o powieści Żanny Słoniowskiej „Dom z witrażem”. W jednym z mieszkań tego domu mieszkają cztery kobiety: prababka, babka Aba, matka Marianna i córka-narratorka, która prowadzi nas przez dzieje swej rodziny i Ukrainy jednocześnie.
Książka wzbudziła różne emocje - od nudy i irytacji przez zasmucenie przedstawionym obrazem Lwowa po zauroczenie językiem i wciągającym klimatem. Poprowadziła nas też do rozmowy o własnych doświadczeniach z Ukraina, a także relacjach polsko-ukraińskich.
[1 czerwca 2017]

Król

W miniony czwartek na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Klub Książki rozmawiałyśmy o "Królu" Szczepana Twardocha. Mimo początkowych problemów, „Król” ostatecznie skradł serca Klubowiczek.
"Król" nie jest lekturą łatwą - zarówno ze względu na przedstawioną historię, jak i język w tym celu użyty. Jednakże mnogość wniosków, rozmaitość refleksji i temperatura wrażeń, jakie ta książka wywołała, jest godna podziwu.
Jest to opowieść o Warszawie lat 30. XX wieku:
Piękne samochody, kobiety, zimna wódka i gorąca krew. Boks, dzielnice nędzy i luksusowe burdele, błoto Woli i eleganckie ulice Śródmieścia. Żydzi i Polacy. Getto ławkowe i walki uliczne. Etniczny, społeczny, religijny i polityczny tygiel Warszawy 1937 roku. A ponad wszystkimi podziałami  zasady gangsterskiego świata, w którym siła jest najcenniejszą walutą.

Co urzekło? Historia; wiedza, którą musiał zdobyć autor, by stworzyć świat przedstawiony, mimo że wiemy, iż to "jedynie" jego wizja tegoż świata; odwaga w podejmowaniu tematów niewygodnych; intrygujący rysunek psychologiczny postaci; interesująca i zaskakująca konstrukcja fabularna. To wszystko sprawiło, że pojawiła się ochota na przeczytanie innych książek autora. I mimo że wulgarny język i wysoki poziom przedstawionego okrucieństwa czyniły tę lekturę wymagającą, to przez większość Klubowiczek, po pierwszych trudach, została ona "połknięta" w zaskakująco krótkim czasie. Wręcz pojawił się wniosek, że to dość niepokojące - książka, którą określa się jako studium zła, instrukcję wyrafinowanego sadyzmu, powinna odrzucać czytelnika. Tutaj zaskakująco dla wszystkich zadziało się coś przeciwnego.

 

 

Szczęśliwym być...

Kwietniową lekturą naszego Klubu Książki był "Rachunek" Jonasa Karlssona. Autor jest cenionym szwedzkim aktorem i pisarzem. Debiutował jako dramaturg, a zachęcony sukcesem postanowił spróbować swych sił także w prozie. Sadząc po zdobytym uznaniu – z sukcesem.
"Rachunek" jest historią o zwykłym, przeciętnym mężczyźnie. Pracuje na pół etatu w wypożyczalni filmów, nie założył własnej rodziny, nie gromadzi dóbr materialnych. Pewnego dnia dostaje rachunek na 5 700 000 koron. Kiedy okazuje się, że to nie pomyłka, próbuje wyjaśnić sytuację.... I tu zaczyna robić się ciekawie. Tytułowy rachunek wystawiony został za... przeżycia.
- Proszę wyjrzeć przez okno.
- Okej.
Wstałem z podłogi i podszedłem do uchylonego na kilka centymetrów kuchennego okna. Było otwarte przez całą noc. Może kilka dni. Nie wiedziałem. Ciepło coraz bardziej zacierało granicę między światem zewnętrznym a wewnętrznym. Kilka dni temu przez dobre pół godziny miałem w kuchni ptaka. Nie wiem, co to był za gatunek, ale mi się podobał. Trzepotał skrzydełkami i krążył miedzy kuchennymi szafkami, zanim wyleciał, posiedział też chwilę na stole.
- Co pan widzi? - odezwał się głos w słuchawce.
- Budynek - odpowiedziałem. - I parę drzew...
- Coś jeszcze?
- Następne domy i ulicę, kilka samochodów...
- Coś jeszcze?
- Widzę błękitne niebo, słońce, kilka chmurek, ludzi, dzieci bawiące się na chodniku, dorosłych, sklepy, kawiarnie... Ludzi spędzających ze sobą czas...
- Właśnie. Czuje pan jakiś zapach?
- Hm... tak.
Wciągnąłem w nozdrza powietrze z ulicy. Było słodkie i ciepłe od letnich zapachów. (...)
- Czuje pan, prawda? - ciągnęła kobieta w słuchawce. - Odczuwa pan, ma pan fantazje, przyjaciół i znajomych. I sny, mam rację?
Wcale nie czekała na odpowiedź.
- To znaczy? - zapytałem.
- Śni pan w nocy?
- Zdarza mi się.
- Hm. Myśli pan, że to wszystko jest gratis?
(1)
I jeszcze dla ścisłości za co jest rachunek:
Pułap zadłużenia wyliczamy na podstawie matrycy uwzględniającej wiek, miejsce zamieszkania, szczególne przeżycia, sukcesy, odległość od morza. Takie rzeczy. Standard mieszkania i jakość relacji. Na koniec wyliczamy sumę Przeżytego Szczęścia. (2)  
Naszemu bohaterowi trudno zrozumieć, z jakich powodów jego rachunek jest nad wyraz wysoki - nigdy nie uważał się za człowieka nad wyraz szczęśliwego. Prowadzi przeciętne życie samotnego mężczyzny w średnim wieku, bez fajerwerków i nadmiernych ekscytacji. Jego rozważania w prostej linii prowadzą nas do pytania: czym jest szczęście? Mimo absurdu sytuacji zaczynamy zastanawiać się, co rzeczywiście potrzebne jest nam do szczęścia? Bogactwo materialne? Czy szczęśliwymi uczynić nas może umiejętność cieszenia się drobnymi rzeczami? Na przykład czystym, błękitnym niebem, ogrzewającym nas słońcem, zapachem drzew, filiżanką kawy itp? Czy w ogóle da się zdefiniować szczęście?
W trakcie naszej dyskusji nie udało nam się dojść do jednoznacznej definicji szczęścia - ustaliliśmy, że każdy ma jego własną wersję, zależną od charakteru, wychowania, mentalności, a nawet miejsca zamieszkania. Pewne jednak okazuje się, że warto o swoje szczęście dbać, zastanowić się nad nim i je pielęgnować. Bo warto być szczęśliwym.

(1) "Rachunek" J. Karlsson, Wyd.Kraków 2016, str. 23
(2) Ib., str. 37
[6 kwietnia 2017]

Sensei i miłość
2 marca 2017 odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, którego tematem był utwór japońskiej autorki Hiromi Kawakami "Sensei i miłość", rzecz wymagająca przez swą odmienność - powolny rytm, skupienie na szczegółach, kontemplacyjność, koncentrację na drobnych wydarzeniach dnia codziennego. Hiromi Kawakami jest jedną z najwybitniejszych i najczęściej tłumaczonych na język polski współczesnych pisarek japońskich, laureatką wielu nagród.
Bohaterami książki są Tsukiko Ōmachi, samotna 37-letnia kobieta, oraz 70-letni emerytowany nauczyciel języka japońskiego, Sensei Harutsuna Matsumoto. Złożenie identycznego zamówienia w miejscowym barze sprawia, że ich życie nabierze innych barw.
Tytułowa miłość, jako relacja międzyludzka, często pojawia się w utworach autorki, opiera się ona jednak raczej na pragnieniu jakiejkolwiek wspólnoty niż szalonych, romantycznych porywach – trudno ją wyrażać, a nawet w relacji między matką a córką („Manazuru”) przeważa uczucie samotności i niezrozumienia. Wszyscy u Kawakami żyją w pojedynkę. Boją się zobowiązań, nie tylko wobec ludzi – uwagi na temat niechęci do trzymania zwierząt z obawy, że można by się było do nich przywiązać, wyraża zarówno pan Nakano, jak i Sensei. Postaci nie planują zbytnio swoich działań, ich spotkania są często przypadkowe, wszystko zdaje się wydarzać samo z siebie. Dorosłość i tłumaczenie sobie rzeczywistości przychodzi opornie, życie rodzi głównie kłopoty, niezręczne sytuacje i niezrozumienie. (http://japonia-online.pl/article/506)
Czy jest to jednak książka o miłości? Niekoniecznie.  Bardziej chyba o samotności i strachu z niej wynikającym. 

Jakie wrażenia wywołała w naszych Klubowiczach? Oto przykładowe opinie:
Powolność, delikatność, refleksyjność, kontemplacja, napisana jak w pigułce.
Spokojna, a jednocześnie buduje napięcie i rodzi pytania, co dalej? 
Ciekawe - mało ze sobą rozmawiali, ale stworzyła się między nimi bliskość, i ta bliskość drugiej osoby jest najważniejsza.
Ten dystans stwarzał szczególny rodzaj porozumienia - nikt się nie spieszył, nie zdobywał nikogo, nie poganiał. Oboje czekali na coś więcej z rozwagą i ten dystans dał czas na porozumienie.

Początkowo nużąca ze względu na powolny rytm. Później stopniowo zaczyna przemawiać. Zaczynamy rozumieć zamiar autora, który daje czytelnikowi czas na zagłębienie się w temacie i zrozumienie intencji.

[2 marca 2017]

Kobiety bez mężczyzn
Lutowe spotkanie naszego Klubu Książki dotyczyło pozycji napisanej przez irańską autorkę Shahrnush Parsipur pt. "Kobiety bez mężczyzn".
Autorka za wydaną w 1989 roku książkę została wtrącona do więzienia, jej wydawca został także aresztowany, wydawnictwo zamknięte, a to małe, niepozorne dzieło trafiło na listę książek zakazanych ze względu na temat, który podejmowało, czyli kobiety. Jak mówi sama autorka:
"Szanuję islam tak, jak szanuję inne religie. W książce nie odnoszę się do islamu praktycznie w ogóle. Piszę o kobietach" (1). Książka ta to napisana zadziwiająco bezpośrednim i bezpretensjonalnym, acz nie stroniącym od ostrych wyrażeń i kolokwializmów językiem opowieść o pięciu kobietach, pochodzących z różnych środowisk i bogatych w odmienne doświadczenia. Ich losy przecinają się i łączą na krótką chwilę w pięknym ogrodzie w Karadż, który staje się namiastką kobiecej utopii, miejscem, gdzie bohaterki znajdują schronienie, uciekając od męskiej dominacji i opresyjnych reguł społecznych.
Wedle słów autorki, jej "intencją było zakwestionowanie utrwalonych stereotypów dotyczących roli kobiety w irańskiej kulturze i zwrócenie uwagi na hipokryzję, tak kobiet, jak i mężczyzn, w realizowaniu tradycyjnych wzorców" (2).
Autorka zostawia nas z dużym polem do interpretacji, bez gotowych odpowiedzi, zmusza do zastanowienia się, a proces ten prowadzi nas do wniosków, których w pierwszym odruchu wcale byśmy się nie spodziewali. Rajski kobiecy ogród wcale nie jest idealnym miejscem. Staje się jedynie tymczasowym schronieniem, które ostatecznie opuszczają wszystkie bohaterki, by odnaleźć drogę do harmonijnego życia we wcześniej zanegowanym społeczeństwie.
Książka wzbudziła wiele pozytywnych emocji; doprowadziła nas do pytań, na które odpowiedzi wcale nie są jednoznaczne, a na pewno nie jednakowe dla wszystkich. Oto parę przykładowych opinii:
"Autorka zaciera granicę między jawą a snem"
"Ta książka jest wielką alegorią, nie można jej czytać dosłownie"
"Pierwszy raz czytałam tego typu książkę, miałam inne pojęcie o islamie"
"Bajkowa, w klimacie "Baśni tysiąca i jednej nocy"
"Czy emancypacja w rozumieniu europejskim jest dobra?"

Nasze lutowe spotkanie przypieczętowało też trzy lata wspólnych literackich zmagań. Bardzo dziękuję wszystkim Klubowiczom za Waszą obecność; za comiesięczne spotkania udowadniające, że dyskutować o literaturze warto i że książka może być wspaniałym zalążkiem cudownej przyjaźni. Życzę i Wam, i sobie, aby się nam nigdy nie znudziło.
(1) Kobiety bez mężczyzn S. Parsipur, Wyd. Claroscuro 2010, str. 126
(2) Ibidem, str. 130
[2 lutego 2017]

Dwie niezwykłe książki
5 stycznia 2017 r. odbyło się pierwsze w nowym roku spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Dotyczyło tym razem nie jednej, a dwóch książek – „Limonowa”, Emmanuela Carrère, oraz „Na dno szybu”, Leszka Adamczewski
Pierwsza opowiada o postaci autentycznej; jest to powieść biograficzna o pisarzu, awanturniku, polityku Eduardo Sawience, spleciona z historią ZSRR i Rosji, w której śledzimy losy bohatera, w ukraińskim Charkowie, Nowym Jorku, Paryżu i Moskwie.
Jak mówi sam autor książki:
Urodził się zaraz po wojnie i wychowywał na Ukrainie, tam był kimś w rodzaju młodocianego przestępcy. Potem został poetą, tworzącym poza oficjalnym obiegiem, bez papierów żyjącym w Moskwie ery Breżniewa. Stamtąd w latach 70. emigruje do Nowego Jorku, gdzie bieduje, wiodąc barwne życie. Ten nowojorski okres dokumentuje jego pierwsza powieść – „To ja, Ediczka”. Książka ta ukazała się najpierw we Francji. Limonow przenosi się do Paryża, gdzie żyje jako pisarz w latach 80. Wtedy też go osobiście poznaję.
(...) Nigdy nie osiągnął masowego sukcesu, ale stał się gwiazdą w pewnych wąskich kręgach. Nawet nie tyle należących do literackiego establishmentu, ile najbardziej wówczas w całym Paryżu modnych, jednocześnie najbardziej światowych i alternatywnych. To były czasy punka, pewnej frywolność, okres najlepszej koniunktury na prowokacje i paradoksy. Limonow, publicznie mówiący, że Sołżenicyn to „stary kretyn”, wznoszący toasty na cześć Stalina doskonale się w niej odnajdywał. Wszyscy uważali, że na tle śmiertelnie poważnych, nudnych i szlachetnych rosyjskich dysydentów on jest jak powiew świeżego powietrza. To był najszczęśliwszy okres w jego życiu. To wszystko skończyło się, gdy upadł Związek Radziecki. Limonow porzuca Paryż, dołącza do Serbów w trakcie wojny w Bośni.

(...) Po wojnie Limonow wraca do Rosji, tworzy osławioną Partię Narodowo-bolszewicką, wszyscy postrzegają go wtedy jako jakieś zwariowane połączenie sieroty po ZSRR i faszysty. Na początku poprzedniej dekady zostaje osadzony w więzieniu pod zarzutem próby zamachu stanu w Kazachstanie. Siedział prawie trzy lata. Po tym przyjął kolejne wcielenie: stał się jednym z liderów demokratycznej opozycji przeciw Putinowi w Rosji. (...) Jego biografia to zresztą nie tylko materiał na znakomitą powieść przygodową, ale także doskonały symbol tego, co stało się z Rosją i rosyjską inteligencją po upadku komunizmu.
(...) On całe życie jest wierny ideałowi siebie, jaki wypracował sobie, gdy był małym chłopcem. Od dzieciństwa Limonow chciał tak naprawdę tylko jednego: być bohaterem narodowym. Jeszcze przed emigracja pisze poemat "My, bohater narodowy". Ale bohater to nie znaczy "człowiek sukcesu", wręcz przeciwnie. Bohater może być na dnie, może być wielkim looserem, ale nie może się sprzedać.
(http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/carrere-limonow-zawsze-chcial-byc-bohaterem/)

A co mówi o sobie sam bohater?
Czuje się Pan szczęśliwy?
Oczywiście. A jakże. Wszyscy - zawodowcy i amatorzy - uważają mnie za największego rosyjskiego pisarza. I jednocześnie jestem jednym z głównych rosyjskich polityków. Byłem wspaniałym chłopakiem, w młodości pracowałem w charkowskich fabrykach. czego chcieć jeszcze? Niesamowite życie miałem.
(http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/limonow-nie-lubie-spokojnego-glupiego-zycia/)

Druga książka - "Na dno szybu" Leszka Adamczewskiego - to zbiór kilkunastu sensacyjnych reportaży z dziejów Górnego Śląska, przede wszystkim z czasów drugiej wojny światowej i okresu powojennego. We wstępnym fragmencie książki czytamy:
"Na dno szybu" nie jest pracą naukową czy popularno-naukową o dziejach Górnego Śląska w latach 1939-1945. Z premedytacją pominąłem wiele ważnych wątków, koncentrując się głównie na wydarzeniach i sprawach, o których rzadziej piszą zawodowi historycy. Wojenne losy skarbów kultury, tajne bronie oraz tajne narady i akcje to także elementy historii Górnego Śląska. Nawet w tak głośnej sprawie, jak prowokacja gliwicka z 31 sierpnia 1939 roku, można znaleźć elementy pomijane przez oficjalną historiografię.
(Na dno szybu: od Oberschlesien do Górnego Śląska / Leszek Adamczewski, Replika, cop. 2013, s.24)

Książka dodatkowo opatrzona jest wieloma zdjęciami, szkicami i materiałami archiwalnymi, co czyni jej lekturę jeszcze bardziej interesującą.

[5 stycznia 2017]


Spotkania DKK przeprowadzone w 2016 roku

"Prowansja" Lawrence Durell
8 grudnia odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęcone „Prowansji” Lawrence Durrella. Tytuł może zwieść czytającego w stronę typowej literatury podróżniczej – nic bardziej mylnego. Dzieło to zalicza się do tzw. „travelogues” - nurtu literatury angielskiej, dla której trudno znaleźć odpowiednik w innych literaturach europejskich. Nie jest to klasyczny dziennik podróży czy też relacja z niej. Jest to swego rodzaju introspekcja inspirowana otaczającą nas w danym momencie rzeczywistością. O „Prowansji” mówi się, że jest to pewien rozrachunek autora z miejscem, w którym przyszło mu mieszkać przez ostatnie 30 lat życia i które mógł bacznie obserwować; że jest to historia zakochiwania i odkochiwania się – zarówno zewnętrzna, jak i wewnętrzna. Starożytna przeszłość regionu skonfrontowana z komercyjną, niestety, teraźniejszością wywołuje tęsknotę za tym, co już minione, niemożliwe do odzyskania, za czym możemy właśnie jedynie tęsknić. Prowansja to pewien stan ducha i ten stan ducha autor stara się nam przedstawić poprzez odwołanie do historii, która jawi się tutaj jako jedyny ratunek przed niekoniecznie zachwycającą teraźniejszością.
Czytanie tej książki to swoiste wyzwanie – jedni z naszych Klubowiczów czytali ją na wyrywki, inni powoli, jeszcze inni dwa razy, by móc się w niej rozsmakować i odkryć coś nowego. Wszyscy jednak zgodziliśmy się, że jest to doskonały bodziec do wybrania się w opisywane przez autora miejsca, tak więc – do zobaczenia w Prowansji!
[8 grudnia 2016]

"Droga do wyzwolenia" Lawrence Wright
3 listopada odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Tym razem rozmawialiśmy o książce pt. "Droga do wyzwolenia", której autor - Lawrence Wright - postanowił rozprawić się z tajemnicą scjentologii. Książka poraża obfitością szczegółów na temat ruchu i całej organizacji; odkrywa nie tylko historię powstania, ale też obnaża sekrety i mechanizm działania, które to wielokrotnie wprawiają w szok i oburzenie. Rozważania nasze wybiegły daleko poza granice scjentologii; objęły różne inne religie czy też ruchy totalitarne. W trakcie spotkania próbowaliśmy zrozumieć, skąd bierze się podatność na manipulację; dlaczego tak łatwo jej ulegamy i jak to możliwe, że skłonni jesteśmy uwierzyć w najbardziej nieprawdopodobne teorie, jeśli tylko zostaną nam we właściwy sposób podane.
[3 listopada 2016]

Droga przez Polskę
6 października odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, na którym rozmawialiśmy o książce Ziemowita Szczerka „Siódemka”, która wzbudziła pełen wachlarz emocji i reakcji. Od śmiechu przez podziw po niechęć.
Siódemka to „szós polskich królowa, droga, która jest kręgosłupem polskiego państwa, Polski wiślanej (...) wzdłuż Siódemki, Siódemeczki, rozwlekła swoje ciało Polska, ta Polska, the Polska, ten projekt, prodżekt, prodżekt Polska, który kilka razy nie wypalił, a teraz znów jest odpalony i terkocze, działa jakoś, pyr-pyr, pyr-pyr, zbiera się jakoś do kupy, próbuje się na nowo określić, a Siódemka jest jego osią przeprowadzoną od Gdańska przez Warszawę po Kraków i góry, przez sam jego środek, rozcina ziemię, z której ta Polska wypływała, które są jej esencją, które nadają jej kształt i ton, bo to rzeczywistość przy Siódemce nadaje ton reszcie kraju, bo to Siódemka to polskie centrum, a reszta to peryferia, choć sama Siódemka to peryferium do kwadratu (...).
Siódemka jak syn siódmy siódmego syna, siedem dni tygodnia, siedem sumeryjskich demonów, siedem kolorów tęczy, siedem wzgórz Rzymu i Drugiego Rzymu, siedem starożytnych mórz, siedem niebios, siedem gór i siedem rzek, siedem bram piekieł, siedem pieczęci, siedem głów Bestii i siedem rogów Baranka, siedem cudów świata i siedem grzechów głównych". 1/
Autor zaprasza nas do kolejnej podróży, tym razem przez Polskę, w której towarzyszymy Pawłowi, dziennikarzowi internetowego pisma, w drodze z Krakowa do Warszawy. I ta podróż jest jak droga przez piekło „najpolstszej Polski”, która śmieszy i przeraża, kłuje w oczy zaściankowością, prymitywnością, brzydotą. Jest jednocześnie swoistym krzywym zwierciadłem, gorzkim żartem literackim o sile rażenia, zwalającej nas z nóg i zmuszającej do refleksji. A wszystko to okraszone językiem pełnym wulgaryzmów, bulwersującym, dla niektórych dyskredytującym, ale doskonale oddającym koloryt postaci i sytuacji.
[6 października 2016]


1/  Siódemka Z.Szczerek, Korporacja Ha!art, Kraków 2014, s.23

1 września odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, poświęcone „Istotom ulotnym” Irvina Yaloma
Relacja pani Haliny, jednej z Klubowiczek:
Nasze spotkanie 1 września dotyczyło książki Irvina D. Yaloma „Istoty ulotne". Spotkanie odbyło się w nieco węższym gronie i z panią Anią jako prowadzącą. Dyskusja wokół omawianej książki była gorąca, wypowiedzi bardzo osobiste, dotykające niekiedy intymnych przeżyć. Czytelniczki podkreślały znaczenie życzliwej obecności bliskiej osoby w sytuacji trudnej, umiejętności zwrócenia się o profesjonalną pomoc. Wielokrotnie powracała myśl z ponadczasowych „Rozmyślań” Marka Aureliusza „każdy z nas jest czymś ulotnym”. Puentą spotkania było zdanie prekursora psychologii egzystencjalnej Irvina D. Yaloma „myślenie o końcu życia zachęca nas, by śmielej chwytać teraźniejszość”.

Na spotkaniu, które odbyło się 7 lipca 2016, o 12.30, rozmawialiśmy o książce Mileny Agus „Ból kamieni”.

Poetycka "Zima" Stasiuka
Czerwcowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęcone było zbiorowi opowiadań Andrzeja Stasiuka pt. "Zima".  
Są tacy autorzy i takie teksty,  o których dyskusja nie pozostawia obojętnym - są zbyt bilskie sercu i ciężko zdobyć się na profesjonalny dystans. Dlatego oczekiwaniu na opinie naszych Czytelników towarzyszyło przyspieszone bicie serca. Większość z nas zetknęła się z prozą tego autora po raz pierwszy, więc tym większą radość sprawiła świeżość ich reakcji.
A jakie były? Posłuchajmy:
"Czytając to, tam byłam".
"Za każdym razem coś we mnie ożywa, kiedy wracam do wybranych fragmentów".
"Miałam utonięcie, kiedy czytałam o garnku emaliowanym po wierzchu na niebiesko, w środku białym".
Dyskusja była ożywiona, toczyła się nieprzewidywalnymi torami. Od emocji, i to nie tylko tych "literackich", momentami było wręcz gorąco (chociaż upał też dawał się we znaki).
 Ważnym motywem okazała się kwestia istnienia przedmiotów jako takich:
"I nie wiadomo, czy rzeczy, które żyły i umarły, będą zbawione, czy ktoś je wskrzesi i poskłada, czy jakiś eschatologiczny mechanik podłubie w nich niebieskim śrubokrętem i tchnie w nie nowy oraz wieczny zapas koni mechanicznych albo kilowatów, czy też ich nieskończoność będzie miała pogańską formę powrotu do praźródeł, czyli do rozkładu na elementarne cząstki". 1/
Proza poetycka Stasiuka zrobiła na Klubowiczach niemałe wrażenie – jej zmysłowość opisów, metaforyczność, refleksyjność. Literatura, która spowalnia oddech, wycisza i narzuca swój rytm – rytm prowincji. Spodobała nam się tak bardzo, że postanowiliśmy po wakacjach sięgnać po kolejną pozycję tego autora, a kilka z naszych Pań wypożyczyło to, co akurat mieliśmy dostępne "na półce". Stasiukowi mówimy więc "do zobaczenia wkrótce", a na naszych Klubowiczów oczekujemy z niecierpliwością już 7 lipca o 12.30.
[2 czerwca 2016]

1/ A.Stasiuk, Zima, Wołowiec, 2001, s.27.

Miasto bezprawia
12 maja 2016 odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, na którym rozmawiano o pozycji pt. "Detroit. Sekcja zwłok Ameryki".
Książka Charliego LeDuffa, ukazująca Detroit jako miasto bezprawia, korupcji, bezrobocia, w którym strażacy chodzą w dziurawych butach, a policja jeździ autami bez podwozia, może być szokująca. Skandale erotyczne, "znikające" pieniądze, szaleństwo masowych podpaleń, gwałty, morderstwa na ulicy w biały dzień – to codzienność. Lektura wciągająca i porażająca jednocześnie. Wśród tego nieco apokaliptycznego obrazu pojawia się On - Charlie LeDuff – słynny dziennikarz, który kiedyś mieszkał w tym mieście, przybywa, by walczyć o prawdę i sprawiedliwość. Pomimo iż jest to reportaż, taka "amerykańskość" autostylizacji nie razi, co najwyżej bawi. Nie przesłania też niewątpliwych walorów książki, chociaż to nie Detroit, ale nasz Charlie i jego rodzina znajdują się w centrum uwagi. Losy tej rodziny to rodzaj pars pro toto historii całego Detroit.
Wbrew pozorom jest to książka niosąca nadzieję – odnajdziemy ją w postawach bohaterskich strażaków, niektórych policjantów, wyborach zwykłych ludzi, którzy pomimo wszystko próbują godnie i uczciwie żyć, a także w spojrzeniu przypadkowo napotkanego jelonka.
"Raczej nie masz co liczyć na reinkarnację, więc musisz sobie jak najlepiej radzić teraz z tym, co masz. Rób, co w twojej mocy, i staraj się być dobrym człowiekiem. Łapiesz?"

Do naszego znakomitego grona klubowiczów dołączyła nowa czytelniczka – serdecznie witamy panią Bogusławę. Mamy nadzieję, że się u nas zadomowi na stałe.
[12 maja 2016]

Okrucieństwo wojny
Kwietniowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęcone było książce noblistki Swietłany Aleksijewicz pt. “Wojna nie ma w sobie nic z kobiety". Czy w jakimkolwiek języku ludzkim można odnaleźć słowa, które byłyby w stanie oddać koszmar wojny? Istnieją ludzie, którzy oniemieli wskutek doświadczanych okropieństw – być może zabrakło im skali dla słów nieprzystających już do rzeczywistości. Język jest wytworem kultury, wojna – tego, co mroczne w człowieku. Dwie przeciwstawne strony medalu. Autorka dokonuje ciekawego zabiegu – oddaje głos setkom “radzieckich" kobiet, które w latach młodości czynnie uczestniczyły w II wojnie światowej. Wojna oczami kobiet: istot stworzonych, aby dawać życie, z ich wrażliwością, zapałem, pragnieniem miłości i piękna.
"Kobiety opowiadają inaczej i o czym innym. ‘Kobieca’ wojna ma swoje własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa.(...) I cierpią tam nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki drzewa. Wszyscy, którzy żyją razem z nami na tym świecie. Cierpią bez słów, a to jest jeszcze straszniejsze..."1/
"Napisać taką książkę o wojnie, żeby niedobrze się robiło na myśl o niej, żeby sama ta myśl była wstrętna. Szalona. Żeby nawet generałom zrobiło się niedobrze..."2/
Idąc śladami Swietłany Aleksijewicz, oddajemy głos naszym Klubowiczom:
"Nie mogłam uwierzyć, że ten naród był aż tak zindoktrynowany"
"Kto nie z nami ten pod mur"
"Najgorsze było to, że ktokolwiek wrócił – od razu był zdrajcą i szpiegiem"
"Mój mąż czytał i klął"
"Myślę, że trzeba zapomnieć. Pamięć zbiorowa powinna być wyciszona. Nie trzeba tego ciągle rozpamiętywać."
"One tak naprawdę poświęciły całe swoje życie. Nie mogły o tym nawet mówić."
"Mnie jako matce w głowie się nie mieściło, aby mając głodne dzieci, ostatnie pieniądze oddać Stalinowi."
"Młodość naiwna, romantyczna porywa się na coś, o czym nie ma zielonego pojęcia. (...) Romantyzm zostaje wykorzystany przez osoby, które nie są romantyczne."
"Człowiek ma dwie twarze – jedną zwierzęcą, drugą ludzką. I na wojnie obie się ukazują."
"Jestem pełna sceptycyzmu, jeśli chodzi o człowieka."
"Nie mówiły, że były na wojnie, bo zostałyby odrzucone."
"Nie można mieć jednego serca do nienawiści, a drugiego – do miłości. Człowiek ma jedno, więc zawsze myślałam o tym, jak to serce ocalić.
Po wojnie długo bałam się nieba, bałam się nawet podnieść głowę do nieba. Bałam się zobaczyć zaoraną ziemię. A tu już po niej spokojnie chodziły gawrony. Ptaki szybko zapomniały o wojnie..."3/
1/ S. Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, Wołowiec, 2010, s.9-10
2/ Ibidem, s.16
3/ Ibidem, s.350

Przejażdżka "Mercedesem-Benz"
W czwartek, 3 marca 2016, odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęcone książce “Mercedes-Benz”, Pawła Huellego. Auto jako maszyna, ale także symbol - jakości, trwałości, solidności, klasy, piękna i odrobiny luksusu.
„Nie każdy pojazd dwuśladowy napędzany silnikiem zasługuje od razu na miano samochodu, tak samo jak nie każdy, kto przemawia z trybuny, jest automatycznie mężem stanu".1)
Może to wyraz tęsknoty za czasami, które nie zostały jeszcze skażone bylejakością, a w których dziadek narratora jeździ zgniłozielonym Mercedesem. Przeszłość, zamknięta i bezpieczna przestrzeń - niezmienna; źródło historii, których opowiadanie ratuje przed brutalnością rzeczywistości.
Wedle jednej z Klubowiczek: „Pełna tęsknoty za minionym czasem. Czyta się jednym tchem, na jednym wdechu, i dalej, dalej, dalej - aż do końca".
Tematyka i konstrukcja tekstu bezpośrednio nawiązują do opowiadania Hrabala „Wieczorna lekcja jazdy”. Również język i nastrój są wyraźnie hrabalowskie. Nie chodzi tu bynajmniej o zwyczajną imitację, ale o interliteracki dialog. Elementy pastiszu nie są celem samym w sobie - to forma hołdu złożonego pisarzowi, wraz ze śmiercią którego zakończyła się pewna epoka. I jedyna kropka - na końcu utworu - jest tego znakiem.
[3 marca 2016]

1). P. Huelle, „Mercedes-Benz. Z listów do Hrabala”, Kraków, 2001, 115 s.

Fascynująca mentalność
Dnia 4 lutego 2016, w filii bibliotecznej nr 12 odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, poświęcone książce Anny Wojtachy „Zabijemy albo pokochamy”, połączone ze świętowaniem drugich urodzin Klubu.
Czy można pisać o Rosji lekko, z poczuciem humoru, nie będąc jednocześnie powierzchownym? Można. Lektura płynna, wciągająca, której towarzyszą od czasu do czasu niekontrolowane "chichy". Mentalności rosyjskiej zrozumieć nie sposób, może ona jednak fascynować. Tytuł "Zabijemy albo pokochamy" jest fragmentem wypowiedzi jednego z bohaterów, trafnie podsumowującym całość. Wedle opisu na okładce główną bohaterką tej prozy jest Rosja, ale jest nią też, a może i przede wszystkim, autorka -  Anna Wojtacha, której doświadczenia i odczucia zdecydowanie występują tu na pierwszym planie. Co najważniejsze – absolutnie to nie przeszkadza. Zazdrościć możemy bohaterce zarówno daru umiejętności rozmawiania z ludźmi wszelakiej maści i pokroju, jak i znajomości z pewnym Rosjaninem o imieniu Ogi.
[4 lutego 2016]

Krótki miesiąc w „Hotelu Finna”
Dnia 7 stycznia 2016 odbyło się pierwsze w nowym roku spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Bohaterem spotkania był James Joyce i jego zbiór dziesięciu szkiców literackich wydanych po śmierci autora jako "Hotel Finna". Prawdziwe wyzwanie. Większość z nich została opublikowana jeszcze za życia Joyce'a w różnych czasopismach. Krótki zbiorek, niespełna siedemdziesiąt stron malutkiej książeczki, a przeznaczony na lekturę miesiąc okazał się zbyt krótki. Proza gęsta od znaczeń, zabaw leksykalno-semantycznych, kalamburów; inteligentna i prześmiewcza, pisana różnymi językami nie daje odetchnąć.
Każdy z nas, Klubowiczów, w zetknięciu z tą literaturą doznał lekkiego szoku. Aby czytać dalej, konieczne okazało się znalezienie klucza, który pomógłby odnaleźć się w literacko-językowym świecie tego pisarza. Pomocna okazała się głośna lektura - u Joyce'a ważny jest dźwięk, który łączy nawet najbardziej zaskakujące skojarzenia językowe i wyłania z nich sens. Takim "wytrychem" może być fragment "Posłowia" napisanego przez tłumacza Jerzego Jarniewicza: "proza Joyce'a, zwłaszcza proza finnegańska, to mowa szczególna: nie kryje w sobie trwałych sensów, czekających, aż ktoś wydobędzie je na światło dnia, ale sensy te każdorazowo tworzy przy udziale czytelnika. "Pisarstwo Joyce'a nie jest o czymś, ono samo jest tym czymś" - to znowu Beckett, znowu trafiający w dziesiątkę". (J. Jarniewicz, Posłowie, [w:] J. Joyce, Hotel Finna, Warszawa, 2015, s.92-93)
[7 stycznia 2016]

Spotkania DKK przeprowadzone w 2015 roku

Majsterkowanie w codzienności
Dnia 3 grudnia odbyło się ostatnie w tym roku, świąteczne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki
Literacką bohaterką spotkania była "Majsterka" Paula Hardinga - dzieło wybitne, ale też wymagające. To ten rodzaj literatury, który wymaga całkowitego skupienia, zwolnienia tempa, odcięcia się od świata i zanurzenia w lekturę. Może dać ogromną literacką przyjemność lub stać się drogą przez mękę. Pewnie dlatego spotkało się z tak różnorodnym odbiorem - niektórzy nie dobrnęli do końca, innych to sporo kosztowało, byli też tacy, którzy dali uwieść się kreowanemu światu i czytali z zapartym tchem. Rozmowa miała przebieg bardzo łagodny i obfitowała w dygresje. Snuła się i lekko przeskakiwała z tematu na temat.
Uwagę przyciąga już sama okładka - ascetyczna i pociągająca w swej prostocie. Doskonale współgra z egzystencjalną tematyką. Rozpoczynamy lekturę. Język - piękny, malarski, metaforyczny, a jednak poddany pewnej ascezie - sam w sobie stanowi ogromną wartość. Początek może nie być łatwy. Śmierć. Rozrachunek z przeszłością. Aby iść dalej, musimy pozwolić, aby dotknęło nas ukłucie bólu egzystencjalnego, potem jest tylko łatwiej. Przychodzi afirmacja świata i życia, które chociaż są tajemnicą, którą wciąż próbujemy rozwikłać, pełne smutku i cierpienia tak wiele od nas wymagają, są nieskończenie piękne. I to wystarczy. A jeśli czasem wydaje nam się, że jest to zbyt duży ciężar, nie martwmy się - kiedyś umrzemy. I to nie jest zła nowina.
A my, Majsterkowicze, codziennie próbujemy od nowa - oliwimy nasze mechanizmy, łatamy przetarcia i dziury, naprawiamy trybki i sprężyny. Próbujemy żyć. Próbujemy być szczęśliwi.
[3 grudnia 2015]

Zwierzeniach jeżozwierza

Jeżozwierzenia
wyłażą z cienia
gdy zwierzę ma coś do powiedzenia

Więc kto chce ze zwierzem
pogadać szczerze
niech lekko nie bierze jeżozwierzeń /1/.

Wiersz Joanny Kulmowej posłużył nam jako wstęp do dyskusji o listopadowej książce – „Zwierzeniach jeżozwierza” Alaina Manbackou. Lektura intrygująca. Rozmowy literackie poprzedziliśmy odsłuchaniem „trójkowej” rozmowy na temat „Zwierzeń...” pomiędzy Nogasiem a Mannem, jak zawsze zabawnej i trafiającej w sedno. Ale to była tylko rozgrzewka do prawdziwej dyskusji, która odbyła się na „deskach” naszej czytelni. Książka tak obfita w znaczenia, że tchu brakuje.
Biorąc pod uwagę sferę językową i strukturę, całość została podzielona na siedem części oraz aneks. Jest to strumień świadomości pewnego jeżozwierza, zapisany przy użyciu jednego tylko znaku interpunkcyjnego - przecinka. Brak tu wielkich liter, kropek itp. Taka forma zapisu spowodowała interesujące efekty czytelnicze. Część z naszych Klubowiczów nie zwróciła na to większej uwagi. Tak jakby podczas lektury mózg samodzielnie dopisywał znaki interpunkcyjne w miejscach, które uznał za słuszne. Jednak takie ukształtowanie tekstu nie pozostawało obojętne dla samego procesu czytania - daliśmy się nieść strumieniowi świadomości, płynęliśmy z prądem coraz szybciej i szybciej. Na szczęście treść została podzielona na różnej objętości człony - poszczególne wątki myślowe naszego kolczastego bohatera - i to były momenty wytchnienia, pozwalały ochłonąć i wrócić do fragmentów, przez które przemknęliśmy w pędzie.
Sytuacja narracyjna wydaje się być dziecięco prosta - jeżozwierz z bagażem doświadczeń dokonuje rozrachunku z przeszłością w obliczu wiekowego baobabu. Nasi Czytelnicy jednak nie dali się zwieść; jeśli dzieła literackie rozmawiają ze sobą, to jest to proza wręcz rozgadana. Nasuwa się skojarzenie z „Wyznaniami” św. Augustyna, ale aluzji literackich i nawiązań w tej książce jest bez liku. Świat przedstawiony to zamknięta rzeczywistość afrykańskiej wioski, ukrytej gdzieś w głębi buszu. Rządzi się ściśle określonymi prawami decydującymi o życiu i śmierci, do których kluczem są rytuały i magia. Jest to rzeczywistość, do której biali ludzie nie mają dostępu - zupełnie hermetyczna i niezrozumiała. Fenomen polega na tym, iż opowieść o świecie dla nas obcym, wręcz zabawnym przez swoją egzotykę, przemawia do nas głosem kultury europejskiej.
O poziomach interpretacyjnych „Zwierzeń...” można by napisać tomy. Jest to powieść wielopoziomowa i wieloznaczna jak natura ludzka, prawdziwy palimpsest - rarytas dla odkrywców i smakoszy.
A na zakończenie cytat: „oto dlaczego od rana siedzę u twoich stóp, mówię i mówię, choć jestem pewien, że mi nie odpowiesz, lecz zdaje mi się, że słowo uwalnia od strachu przed śmiercią, a gdyby pomogło mi jeszcze ją oddalić, wymknąć się jej, byłbym najszczęśliwszym jeżozwieżem na świecie”/2/.

1/ J. Kulmowa, Dębołki, Warszawa, 1998, s.11.
2/ A. Mabanckou, Zwierzenia jeżozwierza, Kraków, 2015, s.30-31.
[5 listopada 2015]

Pestki winorośli i trzy jabłka
Dnia 15 października 2015r. odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęcone pozycji autorstwa Marcina Sawickiego. W swoim reportażu – wyznaniu miłości – pt. „Pestki winorośli i trzy jabłka”, dokonuje on próby podzielenia się chociaż częściowo niepowtarzalnym urokiem Gruzji i Armenii.

Nie jest to przewodnik turystyczny, to raczej próba uchwycenia czegoś nieopisywalnego – efekt zachwytu światem znad granicy jawy i snu. Nie brak tu faktów historycznych, legend, podań ludowych, rysów obyczajowości i kultury, ale głównym przedmiotem książki jest właśnie zachwyt innością. Czy owo zauroczenie udziela się czytelnikowi? Opinie są podzielone. Dla jednych odmienność kulturowa i szafowanie egzotycznymi nazwami tworzy wrażenie chaosu, w którym trudno się odnaleźć, dla innych to właśnie te elementy pozwalają dać się porwać zapierającej dech w piersiach przygodzie. 
Niektórzy z nas mieli to szczęście, że doświadczyli tych cudowności osobiście. Na naszym spotkaniu pozwoliliśmy sobie jedynie na „podróż” zastępczą, zaznaczając kolorowymi punktami miejsca, które najbardziej chcielibyśmy odwiedzić. 
Mówi się, że Armenia przybiera twarz ładnej dziewczyny. Wystarczy zerknąć na zarys mapy, aby zweryfikować ten sąd – zobaczyć mały zgrabny nosek, podwójny podbródek, bujne kędzierzawe włosy, uwodzicielską szyję. Skoro już jesteśmy przy tematyce kobiet, poświęćmy jej odrobinę uwagi. W książce dominują mężczyźni. Natomiast portrety kobiet, które się pojawiają, są wyraziste, czarujące i intrygujące, tak jak ich kaukaska uroda. Autor zdaje się powściągliwie zerkać w ich stronę, nie szczędząc słów uznania. Jakie są te kobiety? Piękne, władcze i silne jak królowa Tamar, charyzmatyczne i energiczne jak święta Nino, zaradne i gościnne jak Irina, życzliwe jak kaukaskie babuszki. Z lekkim rozczarowaniem spogląda na młode Ormianki o oszałamiającej urodzie, krzykliwe, w zbyt mocnych makijażach, krótkich spódniczkach i butach na obcasach, fotografujące się na tle starych zabudowań sakralnych, aby jak najszybciej wrzucić te fotki na „Odnoklassniki”. To nowe pokolenie.
A mężczyźni? Trafne okazuje się ormiańskie przysłowie - „Traktuj kobietę jak królową, a będzie zachowywać się jak królowa”. Forma wydawnicza nie ułatwia lektury. Szarobure zdjęcia, stłoczone linijki tekstu, bardzo mało „światła” na stronie, nieprzystępna czcionka stawiają opór i zniechęcają. Język? Czasami lekko gawędziarski, pełen dygresji, rozlewający się w różnych kierunkach, czasem nieco chropowaty. Niektórzy twierdzą, że to wada, inni odnajdują w tym urok i celowość. Być może to dobry sposób, aby uchwycić posmak kultury, u której korzeni leży biesiada i życie w bezczasie, ale naznaczonej bliznami.  Do takiej interpretacji skłania zakończenie, skądinąd doskonałe. Usłyszmy to: „ (…) czas zwolnił. Zawirował. Teraźniejszość splata się w chaotyczne obrazy z przeszłością. Pozwalam im swobodnym strumieniem płynąć przez moją świadomość. Żyć swoim życiem. Bez narzucania im sensów, hierarchii, znaczenia”.
[15 października 2015]

Dobre wychowanie
3 września 2015r. odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki poświęcone powieści „Dobre wychowanie” A. Towlesa.Gdyby trzeba opisać ją jednym słowem, zapewne należałoby użyć określenia „czarująca”. Narracja pierwszoosobowa, przeprowadzona z perspektywy głównej bohaterki, tworzy sugestywną iluzję, że Amor to imię żeńskie... Umiejętności narracyjne pisarza, który wystrzega się wpływania na postać narratora, czynią lekturę lekką i płynną. Trudno uwierzyć, że Manhattan lat 30-tych wykreowany przez Towlesa to całkowity wytwór  jego wyobraźni. O czym rozmawialiśmy? Niczym burza przemknęliśmy przez całą różnorodność tematów – od roli przypadków w życiu, pewnych zbiegów okoliczności nadających mu zupełnie nowe tory, przez uniwersalność dobrego wychowania, pomimo zmieniających się form społecznych (sedno zawsze pozostaje takie samo), aż do nieoczekiwanego wniosku jednej z Klubowiczek: „Trzeba powrócić do monarchii dziedzicznej i wszystko się uporządkuje”. A dla miłośników „smaczków” jest coś szczególnego - „Zasady uprzejmości i dobrego zachowania w towarzystwie i rozmowie spisane przez młodego George'a Washingtona” dodane na końcu książki jako wisienka na torcie.
[4 września 2015]

Pomiędzy prawdą a iluzją
Przedmiotem lipcowych rozważań był „Grandhotel” Jaroslava  Rudiša. Spotkała nas też niespodzianka w postaci obecności gościa z Białorusi – Pani Nadii, która okazała się doskonałą towarzyszką rozmów. Jeśli chodzi o samą lekturę, to okazała się prawdziwą kopalnią refleksji dotyczących tematu inności, korelacji pomiędzy imieniem a tożsamością człowieka, tworzenia iluzji wokół własnej historii - „modelowania” prawdy o sobie i własnej przeszłości, a także najważniejszych wartości w życiu... Bohater-narrator przypomina nieco Forresta Gumpa, ale jednocześnie znacznie się od niego różni. Przez otoczenie postrzegany jest jako idiota, można się jednak zastanawiać, czy nie jest to przypadkiem geniusz, który poprzez swoje odmienne postrzeganie rzeczywistości zostaje odrzucony przez małomiasteczkową społeczność. Częsty problem ludzi wybitnych. Jest to książka o tęsknocie za miłością i tworzeniu różnych form jej substytutów. Autor z nami igra, oscylując pomiędzy prawdą i iluzją. Ten rodzaj gry z czytelnikiem połączony z poczuciem humoru oraz dynamizmem stylu sprawia, iż nie sposób się oderwać od czytania.Podsumowując to słowami jednej z naszych Klubowiczek: „To książka, którą warto mieć w domu”.
[9 lipca 2015]

Kosiarz
Bohaterem czerwcowego spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki był zmarły niedawno brytyjski pisarz T.Pratchett, znany zapewne wszystkim jako autor cyklu Świat Dysku. Nasi Klubowicze pochylili się nad jedną z części cyklu, a mianowicie "Kosiarzem". O szczegółach opowie Marysia:

Czerwiec przyniósł zaskoczenie. Zbliżał się termin spotkania. W planach był „pojedynek” z „Kosiarzem” Pratchetta. Im bliżej 11 czerwca, tym liczniejsze dochodziły mnie słuchy, że książka się nie spodobała, że przyniosła rozczarowanie, że niemal nikt nie doczytał do końca. Obawiałam się tego spotkania. Uzbrojona w argumenty, fragmenty, gotowa do wnikliwej analizy tekstu i obrony ukochanego autora z niepokojem czekałam, aż wybije dwunasta. Wybiła... i przyniosła zaskoczenie. Spotkaliśmy się w kameralnym gronie. Moi rozmówcy mówili...