Biblioteka Miejska w Szczecinie

Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie

Aktualnie znajdujesz się w dziale: DKK 38

Dokument

DKK 38

Wszystkich chętnych na spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki przy filii bibliotecznej nr 38 zapraszamy na spotkania w każdą pierwszą środę miesiąca, o godz. 17.00. Spotkania prowadzi Tomasz Połoński.

Na najbliższym spotkaniu porozmawiamy o książce Lwa Tołstoja "Wojna i pokój". Zapraszamy 4 września 2019 o godz. 17.30.

2019

5 czerwca 2019, odbyło się spotkanie, podczas którego rozmawialiśmy o książce "Mistrz i Małgorzata", Michaiła Bułhakowa.

8 maja 2019 r. odbyło się spotkanie, podczas którego rozmawialiśmy o książce "Związek żydowskich policjantów" Michaela Chabona.

3 kwietnia 2019 r. odbyło się spotkanie, którego tematem była książka "Inni ludzie", Doroty Masłowskiej.

12 marca 2019 r. odbyło się spotkanie poświęcone książce „Wchodzi koń do baru”, autor: Dawid Grosman

6 lutego 2019  r.. odbyło się spotkanie poświęcone książce "Niewidzialne miasta" Italo Calvino.

9 stycznia 2019 r, o godz 17.30 odbyło się spotkanie poświęcone książce „Jak zostałem głupcem” Martina Page'a. 

2018

Na spotkaniu 5 grudnia, o godz. 17.30, rozmawialiśmy o książce "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza.

Spotkanie, które odbyło się 7 listopada 2018 o godz. 17.30, poświęcone było książce "Sny umarłych: polski rocznik weird fiction 2018", pod redakcją Wojciecha Guni.

Na spotkaniu, które odbyło się 17 października 2018, rozmawialiśmy o książće Julia Cortazara "Gra w klasy".

Na spotkaniu, które odbyło się 5 września 2018, rozmawialiśmy o książce Gabriela Garcii Marqueza "Sto lat samotności".

Twarzą w twarz z Wielkim Cthulhu
W to piękne, lipcowe popołudnie, w pełnym słońcu, którego blaski widoczne za oknem iskrzyły się radośnie na liściach drzew kołysanych lekkimi powiewami wiatru, omawialiśmy lekturę… mroczną, niepokojącą i ciężką, lekturę, którą wszystkie klubowiczki jednomyślnie określiły jako przerażającą. Określenie to jak najbardziej adekwatne, zwłaszcza że tematem naszej rozmowy były opowiadania Howarda Phillipsa Lovecrafta (1890–1937), amerykańskiego pisarza, uprawiającego gatunek znany w krajach anglosaskich jako weird fiction, u nas zaś, najpowszechniej, jako opowieść grozy lub opowieść niesamowita.
Nasze spotkanie rozpoczęliśmy projekcją fragmentu filmu „The Call of Cthulhu”, współczesnej ekranizacji jednego z najsłynniejszych opowiadań „Samotnika z Providence”, stylizowanej na nieme kino dwudziestolecia międzywojennego. Mocna scena, w której nieświadoma zagrożenia załoga pewnego statku, zabłąkanego na pełnym morzu, dociera do nie umieszczonej na żadnych mapach, nieznanej i tajemniczej wyspy, lądu usianego cyklopowymi monolitami o fantasmagorycznych, niepojętych kształtach, by stanąć twarzą w twarz z Wielkim Cthulhu – przedwiecznym, międzygwiezdnym monstrum, które włada tą obłędną nekropolią, znaną wyznawcom sekretnych i plugawych kultów jako R’lyeh…
Mimo początkowej niechęci do podobnej prozy czytelniczki doceniły niebanalny, gęsty i deliryczny styl o wielkiej sile poetyckiego oddziaływania oraz niezwykłą wyobraźnię Lovecrafta, której używał, by zaludnić znany nam świat, naszą swojską planetę – gdzie czujemy się bezpieczni i tak beztrosko pewni swojej dominacji – obcymi rasami z niewyobrażalnych otchłani kosmosu. Puściliśmy wodze wyobraźni i zastanawialiśmy się, na ile wizja kreowana przez Lovecrafta mogłaby być prawdziwa – bo przecież, mimo że mamy tu do czynienia z literacką fikcją, czy do końca wiemy, czym tak naprawdę jest Wszechświat? Gdyby w odległej galaktyce, której nie potrafią dostrzec najczulsze z naszych teleskopów, żyły inne istoty rozumne, to czy były by one podobne do nas, ludzi? Czy rozumiałyby nasze pojęcia dobra i zła? Czy może byłyby czymś skrajnie odmiennym i obcym, jak np. grzybiaste pseudo-kraby z Yuggoth, występujące w „Szepczącym w ciemności”?
Na koniec postawiliśmy pytanie: właściwie dlaczego ludzie sięgają po literaturę grozy? Teoretycznie wydawałoby się, że w strachu, nawet „sztucznie” wywołanym, nie ma nic przyjemnego. Otóż jest, choć jest to przyjemność bardzo szczególnego rodzaju, związana z wykroczeniem poza owo złudne poczucie stabilności i przewidywalności, jakie daje „realistyczny” obraz świata. Fantastyka grozy stymuluje czytelnika za pomocą bodźców zdolnych wyzwolić głębokie i często zamaskowane uczucia: zagubienie, zdziwienie światem i jego istnieniem, zdziwienie człowieka własnym istnieniem w tym świecie, poczucie tajemniczości i osamotnienia w niezrozumiałej rzeczywistości, której nasza świadomość ogarnia ledwie znikomą część. Te uczucia towarzyszą najbardziej pierwotnemu z ludzkich doznań: lękowi egzystencjalnemu. Jego wzbudzenie poprzez lekturę niesamowitych opowiadań prowadzi do oczyszczenia tego uczucia, podobnie jak tragedie oglądane w teatrze Dionizosa oczyszczały starożytnych Ateńczyków z litości i… trwogi.
[4 lipca 2018]

Na spotkaniu, które odbyło się 6 czerwca 2018 o godz. 17.30, rozmawialiśmy o książce Ósme życie Nino Haratischwili.

4 kwietnia 2018
porozmawialiśmy o książce Mansfield Park Jane Austen.

7 marca 2018 o godz. 17.30 rozmawialiśmy o książce Koniec świata w Breslau Marka Krajewskiego.

7 lutego 2018 rozmawialiśmy o książce Pani Bovary Gustava Flauberta.


Zbrodnia w świecie sarmatów
Gdyby po noworocznym spotkaniu zapytano któregoś z naszych Klubowiczów o dobry kryminał polski, ów bez wahania wskazałby „Crimen” Józefa Hena. Już sam tytuł dobitnie mówi, że mamy do czynienia z powieścią o zbrodni (łac. crimen – „zbrodnia, przestępstwo”), a podtytuł głosi, że trzymamy w rekach „powieść sensacyjną z XVII wieku”. Gdy rozpoczynamy lekturę, przenosimy się do ziemi sanockiej, trafiamy na opustoszały rynek zamieszkiwanego przez arian Sańska, które to miasteczko właśnie odwiedził niespodziewany – i raczej niechciany – gość: lisowczycy pana rotmistrza Pobidzińskiego…
Jednocześnie poznajemy głównego bohatera, pana Tomasza Błudnickiego, który z narażeniem życia ratuje ariański zbór przed spaleniem, a wzmiankowane przezeń w rozmowach z napastnikami szczegóły historyczne pozwalają na precyzyjne datowanie akcji. Dowiadujemy się mianowicie, że pan Tomasz służył w wojsku „carowej Maryny”, aby po ośmiu latach, odkąd wyruszył z nią do Moskwy, wrócić do domu. „Carowa” to oczywiście słynna Maryna Mniszchówna, córka pana wojewody sandomierskiego Jerzego Mniszcha i małżonka rzekomego syna Iwana IV Groźnego, Dymitra Samozwańca, którego pan wojewoda zamyślił, wyswatawszy ze swoją córką, osadzić na moskiewskim tronie. Wyprawa ruszyła w roku 1604, a skoro od tamtej pory minęło osiem lat, to powieść bez wątpienia rozgrywa się w roku 1612. Datację potwierdza zresztą zadawane wielokrotnie panu Tomaszowi pytanie, padające przy różnych okazjach: „A ludzinę jadłeś?”. Niewątpliwie odnosi się ono do potwornego głodu, jaki cierpiała oblężona na Kremlu załoga polska… Zanim jednak pan Tomasz Błudnicki zazna spokoju po moskiewskiej awanturze, będzie musiał rozwikłać zagadkę śmierci swojego ojca, który nie opuścił tego łez padołu z przyczyn naturalnych – a sprawę dodatkowo skomplikuje miłość pana Tomasza do córki głównego podejrzanego...
„Crimen” Józefa Hena daje nam znakomitą okazję, by z bliska zobaczyć barwny świat Sarmatów, poczuć niepowtarzalny klimat dawnej Rzeczypospolitej szlacheckiej – nie tylko dzięki drobiazgowej kreacji świata przedstawionego, bogactwu postaci o pogłębionych rysach psychologicznych, ale także dzięki znakomitej stylizacji językowej. Towarzysząc głównemu bohaterowi w poszukiwaniach mordercy, spotkamy bowiem starego kniazia Ginwiłła, który w żebraczym przebraniu ucieka od swojej żony, poznamy uwodzicielskiego infamisa i banitę, pana Stefana Ligęzę, przyjrzymy się obyczajom ariańskich kosturowców, odwiedzimy także wilcze gniazdo zbójców Rosińskich… Gorąco polecamy wszystkim ad legendum et delectandum!

"Wilk stepowy" Hermana Hesse

Mało nas było na spotkaniu grudniowym – czy z powodu przygotowań do Bożego Narodzenia, czy może to po prostu wilk stepowy wyszczerzył kły na naszych klubowiczów? Niemniej dyskusję przeprowadziliśmy bardzo ciekawą, bo i książka będąca jej przedmiotem jest niebanalna. Hermann Hesse opublikował Wilka stepowego w 1927 roku nie przypuszczając zapewne, że stanie się on jego najsłynniejszą i najbardziej znaną powieścią. Śledząc losy Harry’ego Hellera, jej głównego bohatera i tytułowego „wilka”, stykamy się ze złożoną problematyką egzystencjalną, z jaką mierzyć się musi jednostka duchowo głęboka, wrzucona w świat mieszczańskich konwenansów, pozorów i sztucznego, wymuszonego ładu. Samotność, wyobcowanie, eskapizm, niedopasowanie, pogarda i jednoczesna tęsknota za bliskością – to cena, którą człowiek wrażliwy na metafizyczny wymiar ludzkiego losu płaci za swoją wolność wewnętrzną, za bycie tym, kim jest. Bo Harry to właśnie taki typ – ktoś, kto dla osobników postronnych, zajętych wyłącznie codziennymi sprawami i błahymi rozrywkami, „ma o jeden wymiar za dużo”.

Poruszyliśmy także zagadnienie samotności w odniesieniu do pracy twórczej – czy twórca musi być samotnikiem, czy sztuka wymusza rezygnację z bliskich relacji, np. z kobietą? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ każdy, kto poświęca się jakiejś dyscyplinie sztuki, musi znaleźć czas i odpowiednie warunki, by móc ją uprawiać, ale z drugiej strony nie może przecież funkcjonować w całkowitej izolacji. Dotyczy to zwłaszcza pisarzy, dla których niezbędnym warunkiem tworzenia jest swoboda przebywania w świecie imaginacji, czemu inne, codzienne zajęcia nie zawsze sprzyjają. Pisarz jednak – uznaliśmy – nie jest pustelnikiem, choć jest jak pustelnik. Trzeba mu, „wilkowi stepowemu”, aby podobnie jak Harry Heller odnalazł właściwą miarę pomiędzy samotnością a więzią, odosobnieniem w świecie wewnętrznym i obecnością w tym zewnętrznym. Właściwy środek, czyli proporcja między tymi dwoma biegunami, jest jednak – wywnioskowaliśmy – sprawą wysoce indywidualną i (na szczęście lub nie) żadnych jednoznacznych i ścisłych reguł tutaj nie ma.

„Lalka” Bolesława Prusa
Trudno jest niekiedy rozmawiać o nowych pozycjach wydawniczych, które dopiero co weszły na księgarskie półki i nie miały jeszcze dostatecznie dużo czasu, by okrzepnąć w umysłach czytelników – temu nie sposób zaprzeczyć. Ale zazwyczaj – a nawet, powiedzieć by raczej należało: zawsze – trudniej rozmawiać o tych książkach, które wszyscy znamy albo przynajmniej powinniśmy znać, ponieważ zaliczają się do niekwestionowanego kanonu. Rozmawiać trudniej, owszem, ale tylko z początku, w toku dyskusji ujawniają się treści głębokie, poruszające, a także – zadziwiająco aktualne.
Tematem naszego spotkania była jedna z najznakomitszych powieści, jaką napisano w języku polskim, „Lalka” Bolesława Prusa. Nie sposób omówić wyczerpująco wszystkich wątków tego monumentalnego dzieła, staraliśmy się jednak poruszyć jego najważniejsze problemy, poczynając od miłości Wokulskiego do Łęckiej. Zastanawialiśmy się, na ile Izabela jest winna swojej pustocie, na ile zaś jest po prostu nieodrodnym dzieckiem swojego stanu społecznego, przedstawicielką zblazowanej, pławiącej się w zbytku arystokracji. Rozpatrując klęskę postaw idealistycznych w epoce rozpadu, podpatrywaliśmy codzienną pracę „starego subiekta”, romantycznego „napoleonidy”, Rzeckiego, którego ponure, rzeczowe refleksje okazały się godne samego Schopenhauera, widzieliśmy pozytywistycznego w działaniu i romantycznego w miłości Wokulskiego, słuchaliśmy także wywodów Geista i Ochockiego, reprezentujących pozytywistyczny kult nauki. Jednak tym, co najbardziej zachwyciło nas w dziewiętnastowiecznej prozie polskiej, było bogactwo niegdysiejszego języka, który był rzeczywiście, stwierdziliśmy z przekonaniem, godny miana literackiego – podobne bogactwo językowe i doskonałość stylistyczną rzadko można, niestety, przypisać współczesnej prozie.
[8 listopada 2017]

"Ptaki Wierchowiny: wariacje na temat dni ostatnich" Ádáma Bodora
Rok 2017 ogłoszono Rokiem Kultury Węgierskiej, chcąc zatem, aby i nasz Klub wpisał się w tę skądinąd wysoce chwalebną inicjatywę, postanowiliśmy omówić „Ptaki Wierchowiny”, współczesną powieść autorstwa Adama Bodora. Pisarz urodził się w 1936 roku w Klużu, ukończył studia teologiczne, a w latach 1952-54 był więźniem politycznym. Prócz wymienionej książki, w naszym kraju ukazały się także jego następujące powieści: „Okręg Sinistra”, „Wizyta arcybiskupa”, „Zapach więzienia” oraz „Z powrotem do uszatej sowy”. Adom Bodor jest laureatem wielu prestiżowych  nagród, takich jak Węgierska Nagroda Literacka czy Nagroda im. Józsefa Attili.
Akcja „Ptaków Wierchowiny” umieszczona została w tytułowej fikcyjnej krainie (którą możemy z grubsza identyfikować z węgiersko-słowackim rejonem Karpat), opisanej pod niewątpliwym wpływem „Stu lat samotności” Marqueza (gatunkowo powieść Bodora należy zresztą do nurtu realizmu magicznego). Zgodnie przyznaliśmy jednak, że jakakolwiek próba napisania tego unikalnego dzieła „od nowa” i „po swojemu” skończyć się musi niepowodzeniem. Bodor nie uniknął więc pewnej wtórności, nie do końca służy również tej powieści jej fragmentaryczność i zerwanie ciągłości czasowej, w porównaniu z barwnym językiem Marqueza stylistyka Bodora jest również dość uboga, co trudno wytłumaczyć nawet chęcią stworzenia mrocznej, „wyblakłej” jak gdyby atmosfery. Zwróciliśmy także uwagę na ograniczoną liczbę przymiotników, których (celowy?) brak utrudnia pracę wyobraźni i zamiast „budować klimat”, pozostawia ogólne wrażenie nijakości. Mimo tego jest w „Ptakach…” także kilka ciekawych motywów i frapujących spostrzeżeń, a silnie odczuwalny fatalizm, w którego cieniu pisarz snuje refleksję o nieubłaganym przemijaniu i rozpadzie, towarzyszy czytelnikowi długo po przeczytaniu ostatniej strony. 
[4 października 2017]

[Sprawy organizacyjne]
Pierwsze spotkanie powakacyjne odbyło się 6 września 2017, o godz. 17.30, było poświęcone bieżącym sprawom organizacyjnym.

"Twierdza" Antoine de Saint-Exupéry
Spotkanie przed wakacyjną przerwą było prawdziwie mocnym akordem, zmierzyliśmy się bowiem z lekturą oryginalną, rzadko spotykaną i – trudną. Naszego literackiego partnera w dyskusji nie trzeba zapewne nikomu przedstawiać: był nim sam Antoine de Saint-Exupéry, doskonale znany autor Małego Księcia. Z niesłabnącym zapałem forsowaliśmy tym razem obwarowania mocnej literackiej fortecy, a ta militarna przenośnia nie jest tu bynajmniej przypadkowa, ponieważ rozmawialiśmy o dziele, które – choć nieukończone i fragmentaryczne – wspomniany autor uważał za swoje szczytowe osiągnięcie. Chodzi mianowicie o Twierdzę, którą trudno byłoby właściwie nazwać powieścią z uwagi na jej niewykończenie i szczątkową warstwę fabularną (Exupéry zawarł tu swoje wieloletnie rozmyślania w formie niekompletnych brulionów, obfitujących w niejasno brzmiące zdania, rozbudowane aforyzmy i refleksyjne dygresje).
Twierdza składa się z 219. rozdziałów – stanowią one często różne wariacje na ten sam temat i rozmaicie przedstawiają wiodący motyw tytułowy. Ową metaforyczną „twierdzą” jest przede wszystkim sam człowiek, który doskonaląc się wewnętrznie, nadaje sobie spójność przez łączenie uczuć z intelektem – wówczas przekracza siebie, a swoją wolę kieruje ku twórczości, by scalać nietrwały świat zewnętrzny, nadawać mu sens i ciągłość. Fragment VII wyraża tę myśl następująco: „I tak świątynia, którą zbudowałeś na górze, wydana północnemu wiatrowi, zniszczyła się z biegiem czasu jak stary drewniany dziób statku i zaczyna się zapadać. (…) Podobnie dzieje się z każdą budowlą, a przede wszystkim z moim niewidzialnym pałacem, na który składają się owce i kozy, domostwa i góry; jest to przede wszystkim dzieło mojej miłości, ale jeśli umrze król, którego oblicze w nim się zawiera, gmach rozsypie się znowu w góry, owce domostwa i kozy. I zagubiony odtąd w różnorodności rzeczy będzie tylko stosem bezładnie rzuconego budulca, możliwością dla trudu nowych artystów”. Zauważyliśmy, że Exupéry jest bliski platońskiemu pojmowaniu miłości   jako „żądzy tworzenia w pięknie celem osiągnięcia nieśmiertelności” (tak o istocie miłości pouczyła Sokratesa w Uczcie kapłanka Diotyma), jako siły pozwalającej człowiekowi przezwyciężyć zaborczy egoizm i uczestniczyć w budowaniu wspólnoty – ponadjednostkowej, większej całości.
Oczywiście w ciągu jednego spotkania nie sposób omówić niezwykłego bogactwa Twierdzy, stąd poruszyliśmy tylko wybrane wątki. Szczególnie zainteresował nas fragment LXXI: „Zabroniłem kupcom nadto zachwalać ich towary. Ponieważ niebawem zmieniają się w nauczycieli i uczą, że celem jest to, co ze swej natury jest tylko środkiem; pokazując w ten sposób oszukańczą drogę, upodlają człowieka, a chcąc mu sprzedać pospolitą melodię, czynią wszystko, aby jego dusza stała się pospolita. Dobrze bowiem, gdy przedmioty wytwarza się, aby służyły ludziom, ale potworne – kiedy ludzi tworzy się, aby byli jak kosze na śmiecie, gotowe na przyjęcie przedmiotów”. Czy u progu lat dwudziestych XXI wieku – pytaliśmy – w czasach gloryfikujących konsumpcję i „człowieka prywatnego” słowa te nie brzmią zatrważająco aktualnie?
[7 czerwca 2017]

Świat „Jetlagu”
„Jetlag” Michała R. Wiśniewskiego był pierwszym spotkaniem naszej grupy z najnowszą prozą polską – spotkaniem, które nas do pewnego stopnia rozczarowało, podobnie jak rozczarowują bohaterowie omawianej powieści. „Jetlag” jest obrazem współczesności odbitym w krzywym zwierciadle, stanowić miał chyba próbę społecznej diagnozy, niestety ugrzązł na mieliźnie modnej obecnie, „eksperymentalnej” konwencji. Nikła warstwa fabularna nie została przy tym oparta na fundamencie głębszej refleksji, zdarzenia po prostu się dzieją, ale nie prowadzą do jakiegokolwiek finału, nie zostały zebrane w całość ani połączone żadną nadrzędną, spajającą myślą. Chyba że czytelnik uspójni je sam, stając się niejako współautorem tej powieści (może taki był właśnie zamysł Wiśniewskiego). Tą właśnie drogą postanowiliśmy pójść, pełni nadziei, że dokądś uda się nam dotrzeć.

Bohaterowie „Jetlagu” są jednostkami oderwanymi od samych siebie i zagubionymi w świecie, któremu patronuje wolność, pojmowana jako brak jakichkolwiek zewnętrznych ograniczeń i obciążającego balastu, jak np. tradycja i kulturowe dziedzictwo. Jednak owa wolność, w założeniu zapewniająca każdemu możliwość autokreacji i samorealizacji oraz będąca otwartą przestrzenią dla indywidualnych pragnień, okazuje się ostatecznie pułapką, a wręcz trudnym do zniesienia koszmarem. Bohaterów, jak zauważyliśmy, nie ożywiają żadne szlachetne uczucia, ich wola zaś nie kieruje się ku żadnym wartościowym, godnym uwagi celom – niezdolni wieść prawdziwego życia, wybierają ucieczkę w świat wirtualny, gdzie swoją wewnętrzną pustkę ukrywają za pikselowymi awatarami.
Niemniej znajdziemy w „Jetlagu” sporo elementów humorystycznych, ukazujących dystans narratora do świata przedstawionego – rozbawił nas np. fragment, w którym jedna z bohaterek, nie mogąc rozmawiać ze swoim partnerem przez skype’a, żali się, że oboje muszą „wysyłać sobie mejle, jak zwierzęta”. Doceniliśmy także barwną stylizację językową, obficie czerpiącą z młodzieżowego, internetowego slangu. Miejscami Wiśniewski nastraja też swoją powieść na wysokie, podniosłe tony. Zwłaszcza mówiąc o miłości – stwierdziliśmy bez cienia ironii – używa niekiedy słów godnych średniowiecznego trubadura.
[10 maja 2017]

Zbrodnie miłości
Miłość jako wojna. Miłość jako niekończąca się gra wzajemnego zwodzenia i oszukiwania. Miłość wreszcie jako destrukcyjna siła prowadząca do zbrodni – i to wcale nie małej, jak sugeruje tytuł dramatu Ericha Emmanuela Schmitta, który omówiliśmy na naszym kwietniowym spotkaniu. Oddajmy głos Gillesowi, jednemu z bohaterów sztuki, przedstawiającemu parę małżeńską, kobietę i mężczyznę, jako „związek morderców”: „Od samego początku łączy ich przemoc: pożądanie, które sprawia, że rzucają się na siebie, zmagają wśród potu, krzyków i jęków, walczą aż do wyczerpania sił, aż nadejdzie zawieszenie broni, które nazywamy rozkoszą. Następnie oboje morderców, pragnąc utrzymać swój związek, zawiera rozejm w postaci małżeństwa i łączy siły, by walczyć przeciw społeczeństwu. (…) Obaj wrogowie usprawiedliwiają wszystko w imię rodziny. (…) Potem mordercy się starzeją, a ich dzieci zaczynają łączyć się w kolejne pary zabójców. (…) Para młodych to para, która próbuje pozbyć się innych. Para starych to para, gdzie partnerzy usiłują się wzajemnie wyeliminować. Kiedy widzicie kobietę i mężczyznę w urzędzie stanu cywilnego, zastanówcie się, które z nich stanie się mordercą”.
Wizja Gillesa jest nadzwyczaj pesymistyczna, ale – zastanawialiśmy się – może częściowo prawdziwa? Relacja mężczyzny i kobiety to może istotnie wojna sprzecznych (męskich i żeńskich) pierwiastków, które choć antagonistyczne, dążą jednak do pokoju? Czy mogą one zatem stworzyć dwubiegunową, wzajemnie uwarunkowaną całość o wspólnym środku, do którego w jakiś przewrotny sposób zdają się dążyć? Rozważając tę trudną kwestię, doszliśmy do wniosku, że tym, czego zabrakło Gillesowi i jego partnerce, Lisie, były wzajemna życzliwość i szacunek. Nie potrafili oni również ze sobą rozmawiać, stracili zdolność do dzielenia się myślami i przeżyciami, zamknęli się we własnych, osobniczych światach. A może tak po prostu się dzieje nieuchronnie? Może nie jest to sprawka niczyjej złej woli, lecz samej natury świata, złożonego z odrębnych zasadniczo obiektów? Warto poszukać na te pytania odpowiedzi, choć nasza dyskusja udowadnia, że nie jest to bynajmniej rzecz prosta. Gorąco i jednomyślnie polecamy, jako dobry przyczynek do rozważań, „Małe zbrodnie małżeńskie” – to utwór sceniczny, ale barwne didaskalia sprawiają, że czyta się go jak dobrze napisane opowiadanie. Akcja również płynie wartko – w końcu chodzi tu o zbrodnię...
[6 kwietnia 2017]

Rozważania wokół Jezusa i Iskarioty
Tematem spotkania marcowego była najnowsza powieść Amosa Oza, „Judasz”. Polityczne tło powieści – osnutej wokół utworzenia na terytorium Palestyny państwa Izrael – wiąże się z indywidualnym losem głównego bohatera, Szmuela Asza, oraz jego dociekaniami historyczno-teologicznymi, skupionymi wokół postaci Jezusa z Nazaretu. Ze względu na bankructwo firmy swojego ojca Asz zmuszony został do przerwania studiów na Uniwersytecie Jerozolimskim, a na domiar złego zostaje porzucony przez swoją dziewczynę, Jarendę. Poszukując tymczasowego zajęcia i ustronnej stancji, gdzie mógłby ukończyć swoją pracę dyplomową, bohater trafia na ulicę Rabina Elbaza – odtąd do jego obowiązków będzie należało dotrzymywanie towarzystwa staremu i schorowanemu Gerszonowi Waldowi.
Ta nieoczekiwana znajomość pozwoli Szmuelowi zweryfikować swoją fascynację ideałami komunistycznymi i sprowokuje go do ponownego rozpatrzenia sensu wszelkich rewolucji, których ceną jest zawsze przelana krew niewinnych osób. Będzie także inspiracją dla jego pracy „Jezus w oczach Żydów”, stawiającej tytułowego Judasza w zupełnie nowej roli – pierwszego świadomego chrześcijanina. Zwróciliśmy także uwagę na związek „jedynego prawdziwego wyznawcy Chrystusa” z „Ewangelią Judasza”, gnostyckim apokryfem, mającym formę dialogu Iskarioty z Jezusem.
[2 marca 2017]

"Śpieszmy się kochać kobiety, bo tak szybko znikają..."
W ostatnim czasie wśród omawianych przez nas pozycji dominowała dłuższa forma powieściowa. Postanowiliśmy spróbować tym razem gatunku mniej rozbudowanego, ale wymagającego równie wielkiego kunsztu literackiego: opowiadania. "Mężczyźni bez kobiet" to zbiór siedmiu opowieści, które Murakami połączył wspólnym motywem „znikających” kobiet – takich, które pozostawiają tajemnicę, zdziwienie lub dezorientację, czyniąc męskich bohaterów zagubionymi i osamotnionymi. Napotykamy wśród nich tęskniącego za zmarłą żoną aktora, który nie może pogodzić się z faktem, że ukochana kobieta miała sekrety, jakich nie będzie mu dane nigdy poznać. Niemogący opuścić swojego domu pan Habara nawiązuje intymną, choć równocześnie dziwaczną więź ze swoją opiekunką, „Szeherezadą”, która opowiada mu rozmaite historie ze swojego życia, choć Habara nigdy nie dowie się, co jest w nich prawdą, a co fikcją. Zdradzony przez żonę Kino, który usiłował tak daleko uciec od swojego cierpienia, że… przestał istnieć. I wreszcie Gregor Samsa – bohater Przemiany Franza Kafki – który u Murakamiego budzi się w nieznanym, obcym miejscu jako… człowiek. Opowiadania japońskiego pisarza pobudziły nas do rozważenia relacji łączących mężczyznę i kobietę w rytmie zbliżania i oddalania, poznania i niewiedzy oraz niemożliwej do zaspokojenia potrzeby głębokiej i nieusuwalnej więzi.
[2 lutego 2017] Filozoficzny thriller

Pierwsze spotkanie noworoczne poświęciliśmy powieści J. A. Kazinskiego (pod tym pseudonimem kryje się w istocie dwóch duńskich pisarzy: J. Wendereich i A. R. Karlund, znani w swoim kraju scenarzyści filmowi), „Ostatni dobry człowiek”. Na okładce widnieje intrygująca nazwa gatunkowa: thriller filozoficzny. Fabuła została osnuta wokół biblijnej opowieści o trzydziestu sześciu sprawiedliwych, obrońcach ludzkości, którzy zgodnie z przysięga daną Mojżeszowi przez Boga, będą w każdym czasie żyć na świecie. W wartką akcję powieści zostały wplecione refleksje metafizyczne, dotyczące natury ludzkiej, granic naukowego poznania oraz wiary w to, co istnieje poza widzialnym światem. Towarzysząc Nielsowi Benzonowi i Hannie Lund, głównym bohaterom powieści Kazinskiego, poszukiwaliśmy ludzi sprawiedliwych, a dyskusję skupiliśmy wokół pytania: czym właściwie są dobro i sprawiedliwość?
[5 stycznia 2017]

Spotkania DKK przeprowadzone w 2016 roku

Bracia
Pomimo zakradającej z wolna zimowej aury, temat grudniowego spotkania był gorący. „Niesamowitych braci Goldberg” Wojtka Biedronia nazwać można thrillerem opartym na motywach historycznych, ale my nie dopatrzyliśmy się tu raczej wątków sensacyjnych, skupiwszy się głównie na bohaterach powieści. Tytułowi bracia, synowie Abrahama Goldberga, potentata prasowego i redaktora żydowskiego dziennika „Hajnt”, oraz rzeźbiarki Anny Różańskiej, na stałe wpisali się w historię PRL, choć do zajmowanych stanowisk doszli odmiennymi drogami. Jerzy Borejsza (właściwie: Beniamin Goldberg) zasłynął jako wspaniały organizator i twórca wydawniczej potęgi „Czytelnika”, np. pozyskując niemal za bezcen prawa do publikacji książek wielu autorów zagranicznych. Józef Różański (właściwie: Józef Goldberg) był przeciwieństwem swojego brata, typem zajadłego enkawudzisty i katem niepodległościowego podziemia polskiego. Na kartach powieści poznajemy go jednak jako nieszkodliwego, starszego pana, lubiącego np. ugotować flaczki. Te umiejętnie kreowane pozory i wprawne stosowanie technik manipulacyjnych niestety zwiodły Wojciecha, młodego dziennikarza, przeprowadzającego wywiad z niegdysiejszym, komunistycznym aparatczykiem. Powieść Wojtka Biedronia stała się dla nas przyczynkiem do dyskusji nad historią najnowszą Polski oraz wpływu, jaki totalitarna przeszłość wywiera na naszą teraźniejszość.
[1 grudnia 2016]

W poszukiwaniu prawdy o rodzinnej przeszłości
Na listopadowym spotkaniu Klubu omówiliśmy wydaną w tym roku powieść Magdaleny Parys, "Białą Rikę" – ciekawą dla nas również z tego względu, że jej akcja rozgrywa się częściowo w naszym rodzinnym mieście. Wcześniejszy "Magik" oraz debiutancki "Tunel", utrzymane w konwencji kryminalno-sensacyjnej, wyraźnie różnią się od najnowszego tekstu autorki, tym razem otrzymaliśmy bowiem powieść eksperymentalną, nielinearną i fragmentaryczną, traktującą o poszukiwaniu przez główną bohaterkę, Dagmarę, prawdy o rodzinnej przeszłości. Okazuje się, że klucz do wielu tajemnic „babci Riki” kryje się w mrocznym okresie II Wojny Światowej... Zgodziliśmy się jednak, że eksperyment Magdaleny Parys powiódł się tylko częściowo, ponieważ zabrakło w "Białej Rice" jądra, jakiegoś centralnego punktu, ku któremu wszystko zmierza, ostatecznego sensu prowadzonych przez Dagmarę dociekań. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że mozolnie zbierane fakty nie wpłynęły na bohaterkę w żaden istotny sposób, nie zmieniły jej postrzegania samej siebie, co w konsekwencji pozostawia czytelnika z poczuciem niedosytu i pytaniem: „Co właściwie z tego wszystkiego wynika?”. Trudno było nam również przejść obojętnie obok przedstawionego w powieści Szczecina, który jawi się Dagmarze jako miejsce nieprzyjazne, obce i brzydkie – dlatego też, co tu kryć, nie wzbudziła ona naszej sympatii.
[3 listopada 2016]

Podróż labiryntem... 
Spotkanie rozpoczęło się od rozdania przybyłym klubowiczkom kartek zawierających trzy zdania: „Mam na imię…”, „Moja ulubiona książka to…”, „Gdybym mógł/mogła zjeść kolację z wybraną postacią literacką, byłby/byłaby to…”. Zadaniem uczestników było dokończyć te zdania, tak aby wszyscy zapoznali się nie tylko ze swoimi upodobaniami literackimi, ale także ze sobą nawzajem. Ćwiczenie pomogło grupie odnaleźć wspólny język – rzecz, która okazała się niezbędna, by przenieść się w tajemniczą, nieprzenikalną rzeczywistość "Wszystkich imion" Josego Saramagi.

Dyskusja była inspirująca i ujawniła wielorakie sposoby na odczytanie paraboli, jaką pozostawił po sobie portugalski noblista. Wspomniana nieprzenikalność wynika przede wszystkim z labiryntowej struktury świata przedstawionego, którego rozmaite odsłony staraliśmy się wyodrębnić i uporządkować. Labiryntem są miejsca akcji, sama przestrzeń przedstawionych zdarzeń, a więc Archiwum Główne Akt Stanu Cywilnego, gdzie główny bohater, Jose, z pozoru niczym niewyróżniający się urzędnik, rozpoczyna swoją podróż; labiryntem jest Cmentarz, odwieczna sieć mogił, skrywająca tajemnice wszystkich minionych epok; labiryntem jest czas, splatający ze sobą w osobliwy sposób ścieżki żywych i umarłych; labiryntem jest ludzkie ciało; labiryntem jest wreszcie umysł, w którym człowiek poszukuje odpowiedzi na pytanie, kim właściwie jest on sam i jemu podobne istoty.
[6 października 2016] 

Wrześniowe spotkanie DKK
1 września 2016 odbyło się spotkanie organizacyjne Dyskusyjnego Klubu Książki w filii bibliotecznej nr 38. Ustaliliśmy termin naszych zebrań zgodnie z dotychczasowym harmonogramem, tj. na pierwszy czwartek każdego miesiąca. W związku z niedawno zakończonym okresem wakacyjnym dotarła do biblioteki jedynie część klubowiczów. Rozmawialiśmy o dotychczasowej działalności Klubu, Woodstocku literackim (jedna z obecnych tam klubowiczek obiecała podzielić się swoją dokumentacją fotograficzną na najbliższym spotkaniu), naszych literackich gustach i książkach, które chcielibyśmy omówić w najbliższej przyszłości. Zostały rozdanie egzemplarze powieści „Wszystkie imiona”, pióra portugalskiego noblisty Josego Saramago, która będzie przedmiotem naszej rozmowy za miesiąc. Dokładna data i godzina spotkania: 6 października (czwartek), godz. 17.30. [Tomasz Połoński]

Zbrodnia w Szczecinie
2 czerwca 2016, jak w każdy pierwszy czwartek miesiąca, odbyło się spotkanie członków Dyskusyjnego Klubu Książki działającego w filii bibliotecznej nr 38. Pretekstu do spotkania dostarczył nam Marek Stelar, autor cyklu książek zaczynających się od powieści „Rykoszet”. Ta właśnie książka stała się tematem naszych dyskusji.
Trudno nam było uwierzyć, że to debiut autora, podobno ukrywającego się pod pseudonimem. „Rykoszet” to bardzo dobra powieść kryminalna, dopracowana w każdym calu, dopieszczona w szczegółach. Tematem jest zbrodnia, będąca aktem zemsty za wydarzenia sprzed wielu lat. Akcja toczy się w okolicach Szczecina i samym Szczecinie, dajemy się autorowi prowadzić i po ulicach naszego miasta i po jego powojennej historii. Klubowiczki z uznaniem przyznały, że książka im się podoba, podobnie jak i jej konstrukcja, rozpisana na dwa różniące się czasem akcji plany, podobały się również wiarygodne portrety psychologiczne głównych bohaterów. Debiut autora okazał się na tyle zachęcający, że znaczna część czytelniczek zamierza sięgnąć po dalszą część cyklu o oficerze KWP i prokuratorze Michalczyku.
[2 czerwca 2016]

Podróż w głąb Rosji
Dnia 12 maja 2016 klubowicze Dyskusyjnego Klubu Książki, działającego przy filii bibliotecznej nr 38, odbyli podróż w głąb Rosji. Inspiracją tej podróży była lektura książki Anny Wojtachy „Zabijemy albo pokochamy: opowieści z Rosji”. Książka okazała się dobrym wyborem, przyczynkiem do twórczej dyskusji. Autorka, z zawodu dziennikarka, opisała w niej swoje podróże do imperium Putina. Jak sama pisze w swojej relacji - interesuje ją człowiek w sytuacji ekstremalnej, dlatego bohaterami książki uczyniła zwykłych, szarych obywateli Rosji. Ludzi uwikłanych w trudne sytuacje życiowe, stojących w obliczu problemów zwykłej codzienności. Autorka odwiedziła m.in. Moskwę, Irkuck, Jakuck, Leńsk, Ułan Ude. Każde z tych miast miało swojego bohatera, któremu Anna Wojtacha towarzyszyła podczas jego codziennych zajęć. Przewodnikami Anny Wojtachy po Rosji był żołnierz Specnazu, sprzedawczyni i kombatant czeczeńskiej wojny, budowniczowie rurociągu Gazprom, Rosjanka próbująca żyć w Niemczech, bezdomny, luksusowa prostytutka. Postacie, wydarzenia, tło, opisane zostały z takim realizmem, że mamy wrażenia iż sami uczestniczyliśmy w tej podróży. Jak zgodnie stwierdzili klubowicze - morze wypitej przez autorkę wódki, wulgarny język, śmiały wątek erotyczny nie rażą, znajdują tutaj uzasadnienie, nadają książce wiarygodności i życia. Książka spodobała się wszystkim klubowiczom bez wyjątku.
[12 maja 2016]

Kryminalnie i minimalistycznie
Pierwszy czwartek miesiąca zazwyczaj bywa dniem spotkania klubowiczów DKK, związanych z klubem działającym przy filii nr 38. 7 kwietnia 2016 spotkaliśmy się, by wymienić swoje uwagi dotyczące ostatniej wspólnej lektury. Tym razem nietypowo czytaliśmy dwie książki: powieść kryminalną wrocławskiego autora Michała Pollaka, oraz quasi poradnik Dominique Loreau, „Sztuka minimalizmu w codziennym życiu”.
Lektura wzbudziła wiele emocji, tym samym trzeba uznać spotkanie za udane. Nic tak nie cieszy jak różne, często krańcowo odmienne odbiory książki i towarzyszące temu dyskusje. Paweł Pollak, pisarz, tłumacz wzbudził podziw jednych czytelników a u innych wywołał nudę. Jedni widzieli w powieści „Gdzie mól i rdza” sprawnie napisany kryminał z wciągającą, mistrzowsko usnutą intrygą kryminalną, inni uznali wątek kryminalny za zbyt wydumany a bohatera za niewiarygodnie bezpłciowego. Co ciekawe padały też głosy, że bohater jest niezwykle wiarygodny, a jego postać z wszystkimi wadami, niezdecydowaniem, przeszłością dorastania w czasach PRL, jest walorem powieści. Jedni czytelnicy przepadli, wciągając się we wrocławskie śledztwo komisarza Przygodnego nie mogąc oderwać się od powieści, inni czytali bez przyjemności, traktując to czytanie prawie jak obowiązek. Ilu czytelników, tyle różnych odbiorów książki.
Mniej skrajnych emocji wzbudził modny ostatnio temat minimalizmu w życiu. Wszyscy zgodnie uznali książkę za interesującą, przyznali, że spowodowała ona u nich chwilę refleksji nie tylko na temat otaczających przedmiotów ale także życia w szerszym aspekcie. Przyznano, że rzeczywiście świat gna do przodu, zaczynamy hołdować zasadzie zbyt posuniętego konsumpcjonizmu, często przedwcześnie skazując przedmioty na zakończenie żywota, zastępując je nowymi nierzadko gorszymi jakościowo. Wszyscy przyznali, że mniej przedmiotów i uporządkowana wokół przestrzeń na pewno czyni życie bardziej harmonijnym.
[7 kwietnia 2016]

Słowo o manipulacji słowem
3 marca 2016 tradycyjnie już doszło do spotkania członków Dyskusyjnego Klubu Książki, działającym przy filii bibliotecznej nr 38. Tym razem tematem naszych dyskusji była ostania książka, zmarłego dwa tygodnie wcześniej, pisarza i filozofa Umberto Eco. W trakcie spotkania padały różne oceny powieści „Temat na pierwszą stronę”. Jednym osobom się podobała, innym mniej, uznali ją za najsłabszą powieść autora. Jednak co do jednego wszyscy byliśmy zgodni: proces tworzenia współczesnej prasy jest szokujący. Można by było to samo powiedzieć o tworzeniu materiałów zawartych w mediach w ogóle. Uczestnicy jednym chórem stwierdzili: „niby wiemy jak jesteśmy manipulowani, ale poznanie procesów manipulacji odbiorcami od podszewki i fakt, iż sami im podlegamy jest zatrważający”.
Najcieńsza chyba książka Eco bardzo skrupulatnie i szczegółowo pokazuje jak wielką siłę ma „słowo”. Słowo pisane, które można kształtować na różne sposoby i sugerować nim różne fakty, nawet takie, które nigdy nie miały miejsca. Grupa dziennikarzy skupionych w dziwnej redakcji równie dziwnego czasopisma pokazując od kulis codzienną pracę przy redagowaniu gazety wygłasza nam dyskurs prawie akademicki jak można słowem manipulować. W książce podobnie jak we współczesnej rzeczywistości widać jak bardzo prawdziwe wydarzenia różnią się od tych przedstawianych oficjalnie, jak specjaliści od kreowania „pożądanych” informacji mistrzowsko kreują sensacyjne wydarzenia, którymi mają zszokować odbiorcę i zniszczyć, bądź wynieść na piedestał bohatera informacji.
Oceny książki jak wspomniano były różne, członkowie Klubu spodziewali się po autorze „Imienia Róży” czegoś innego, powieści historycznej. Ale temat uznano za niezwykle ciekawy, stał się inspiracją do rozmów o roli mediów.
[3 marca 2016]

Smaczki u Munro
Dnia 4 lutego 2016 odbyło się kolejne spotkanie członków Dyskusyjnego Klubu Książki. Klub działający przy filii bibliotecznej nr 38 tym razem dyskutował o dziele laureatki literackiej Nagrody Nobla - Alice Munro. Do lektury książki wszyscy uczestnicy spotkania podeszli z dużą ciekawością, żadna z osób wchodząca w skład grupy nie czytała dotychczas niczego autorstwa tej znanej i uznanej Kanadyjki. Opinia dotycząca zbioru „Dziewczęta i kobiety” były podzielone. Uczestnicy spotkania dość zgodnie ocenili lekkie pióro autorki, natomiast tematyka i sposób narracji nie wzbudziły zachwytu czytelników. Być może wynika to z faktu, iż ostatnio tematem spotkań było zbyt dużo książek z wątkami autobiograficznymi (Hanna Bakuła, Mikołaj Łoziński) i nastąpił zwyczajny przesyt powrotem autorów do lat dzieciństwa? Niespieszna akcja, małomiasteczkowa społeczność będąca jej tłem, dorastanie i dojrzewanie bohaterki, nie znalazły uznania w oczach czytelników.  Przybyły po raz pierwszy na spotkanie DKK uczestnik odnalazł w książce kilka smaczków, w postaci niedomówień autorki, możliwych do interpretowania na różnorodny sposób i stanowiący główny walor utworu. Jego wnikliwe  spojrzenie na utwór w rezultacie przydały trochę atrakcyjności utworowi i zaintrygowało resztę uczestników.
[4 lutego 2016]

"Reisenfieber" Mikołja Łozińskiego
W dniu 7 stycznia odbyło się pierwsze w 2016 roku spotkanie członków Dyskusyjnego Klubu Książki. Spotkanie poświęcone było powieści Mikołaja Łozińskiego zatytułowanej „Reisefieber”.To debiutancki utwór pisarza, który w chwili jego opublikowania miał zaledwie 26 lat. Jest to zaskakujące, bowiem powieść napisana została w niezwykle dojrzały sposób; o jej autorstwo można by prędzej podejrzewać osobę z niezwykle bogatym doświadczeniem życiowym. Równie zaskakująca jest sprawność warsztatowa, z jaką ją Mikołaj Łoziński napisał. Uczestnicy spotkania zwrócili na to szczególną uwagę.

Powieść dotyka bardzo poważnych tematów ludzkiej egzystencji. Autor pisze o trudnych relacjach rodzinnych i nieumiejętności życia z innymi ludźmi. Zabiera nas w podróż po życiu głównego bohatera, Daniela, podróż, którą wspomniany przypłaci „reisefieber” - stanem podgorączkowym, stanem poddenerwowania. Łoziński odkrywa przed nami koleje losu Daniela i pozwala nam zrozumieć, co jest powodem takiego „zapętlenia” życiowego głównego bohatera.
Uczestniczki spotkania zgodnie przyznały, że to dobra książka, pomimo poruszania trudnych tematów. Stawia niełatwe pytania o to, czy zawsze trzeba czekać do momentu, kiedy już jest za późno na wykonanie pewnych posunięć, kiedy nie można już niczego zmienić, ani naprawić. Wspólnie przyznały, że to spektakularny debiut literacki i będą obserwowały dalszy rozwój pisarstwa autora.
[7 stycznia 2016]



Spotkania DKK przeprowadzone w 2015 roku

„Hania Bania” – relacja ze spotkania
W dniu 3 grudnia 2015 roku w filii bibliotecznej nr 38 spotkali się członkowie Dyskusyjnego Klubu Książki. Tematem spotkania były refleksje powstałe po lekturze książki Hanny Bakuły zatytułowanej „Hania Bania”. Wybór książki na spotkanie był bardzo przemyślany - klubowiczki narzekały na zbyt przygnębiająca tematykę wcześniej omawianych książek. Prowadząca postanowiła więc zapewnić członkiniom klubu wesoły nastrój. Jednak nie do końca się to udało. Powieść autobiograficzna malarki i publicystki udowodniła tezę jak bardzo literaturę odbiera się poprzez pryzmat osoby autora. Czytelniczki zaczynając rozmowy o książce podkreślały swój stosunek do Hanny Bakuły. "Postać na pewno kontrowersyjna w swoich poglądach na życie, okazała się być niezbyt lubianą. Wpłynęło to na percepcję książki, obroniła się ona z trudem. Z jednej strony Panie przyznały, że to niesamowicie pogodna, dowcipna powieść, przyznawały się do salw śmiechu podczas czytania, przeczytały nawet kolejną powieść tego cyklu „Hania Bania: królowa Samby”, ale jakby nie chciały uznać walorów książki.
[3 grudnia 2015]

Kobiety w Afganistanie
W dniu 5 października 2015 odbyło się kolejne spotkanie w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. Tematem dyskusji w to czwartkowe popołudnie była powieść afgańskiego pisarza piszącego po angielsku - Khaleda Hosseiniego. Powieść zatytułowana „Tysiąc wspaniałych słońc”, reklamowana przez wydawnictwo jako „Kronika trzydziestu lat historii Afganistanu i głęboko poruszająca opowieść o rodzinie, przyjaźni, nadziei i ocaleniu dzięki miłości”, okazała się niezwykle dramatycznym zapisem losów dwóch kobiet. Niestety, książka w opiniach członkiń DKK była przeraźliwie smutna, zwłaszcza, że jak pokazuje teraźniejszość kobiety w świecie wyznawców islamu nadal doświadczają niezwykłego okrucieństwa z rąk męskich prześladowców. Cierpią w imię dżihadu, są pozbawiane godności a często także życia. I tak naprawdę cały świat tylko przygląda się tym tragediom, podczas gdy światowe mocarstwa myślą jedynie o zyskach, nie losach kobiet muzułmańskich.
Książka podobała się wszystkim członkiniom klubu, jednak zgodnie z ich życzeniem następne lektury wybrano zdecydowanie pogodniejsze.

Nostalgiczny klimat
1 października 2015, po wakacyjnej przerwie, odbyło się w filii kolejne spotkanie członków Dyskusyjnego Klubu Książki. Tym razem okazją do wymiany wrażeń po lekturze była najnowsza powieść Hanny Kowalewskiej „Tam, gdzie nie sięga już cień”. Książka zdaniem wszystkich uczestniczek uznana została za mądrą, głęboką, prawdziwą. Autorka skonstruowała powieść w niezwykle ciekawy, intrygujący sposób - jest ona jak mapa, autorka kreśli na niej początkowe punkty, które później połączy zmyślnie w całość. Rozpoczyna zawiązywać akcję w wielu miejscach, przedstawia licznych bohaterów w epizodach, by potem ich drogi zeszły się. Taka konstrukcja to jak stopniowe odkrywanie lądu. Dobrnięcie do końca książki jest jak odkrycie nowego lądu dla odkrywcy.
Wszystkie uczestniczki spotkania uwiodła atmosfera książki: jej spokojny, nostalgiczny klimat, nawiązania do znanej im kultury kaszubskiej, jej pielęgnowanie, przedstawiona jesień w miejscu rozgrywania się akcji. Powieść, jej bohaterowie, ich zmagania z życiem, jego trudami, wyborami jednomyślnie uznana została za doskonałe studium prawdziwej natury człowieka. Podobała się wszystkim uczestniczkom bez wyjątku. 

Sońka
W czwartkowe popołudnie, 14 maja 2015 roku, grupa członkiń DKK skupiona przy filii bibliotecznej nr 38 spotkała się, by wymienić uwagi dotyczące utworu „Sońka" Ignacego Karpowicza. Co zaskakujące, proza niełatwa, dotykająca bolesnych tematów, zrobiła ogromne, wręcz piorunujące wrażenie na wszystkich czytelniczkach bez wyjątku, wyzwoliła szereg różnorakich emocji. Niepozorna, bardzo skromnie wydana książka, traktuje o gorzkim życiu samotnej, nieszczęśliwej kobiety. Sońka - takie imię nosi bohaterka, tak naprawdę żyje przez rok, wojna jest dla niej czasem najszczęśliwszym. Jej życie zaczęło się, gdy poznała Niemca Joachima, skończyło rok później, gdy straciła jego dziecko i innych ludzi, którzy coś dla niej znaczyli. Od tamtego momentu żyła samotnie przez kilkadziesiąt lat jako zdrajczyni, dziwka, szeptucha, wiedźma. Pod koniec jej życia pojawia się się alter ego autora -  Igor Grycowski, krytyk teatralny, którego potraktowała jako anioła śmierci i który przybył, aby „wysłuchać, zrozumieć i pożegnać ją". To jemu opowiedziała o swoim zwyczajnym życiu, o zakazanej miłości, nienawiści, o wojnie, która zabierała najbliższych, o bólu po stracie ukochanych, oddaniu, rezygnacji i pragnieniu śmierci. A także o tym ,że najsilniejsza nienawiść zostanie pokonana w starciu z miłością. Wojna ją zniszczyła, ale nie pokonała. Wszystkie czytelniczki „Sońki” pozostały pod dużym wrażeniem książki. Tak wedle uczestniczek spotkania powinna oddziaływać prawdziwa literatura: powinna wzruszać, dostarczać emocji, porażać formą zamkniętą w pięknym, plastycznym języku.
[14 maja 2015]

Kobiety kobietom
Dnia 5 marca 2015 w filii bibliotecznej nr 38 odbyło się spotkanie z czytelnikami. Spotkanie podzielone zostało na dwie części: w części pierwszej uczestnicy obejrzeli prezentację multimedialną, poświęconą literaturze tworzonej przez kobiety-pisarki. Prezentacja  zatytułowana „Kobiety kobietom” miała za zadanie zapoznać oglądających z sylwetkami współcześnie tworzących polskich pisarek. Jak wynikało z reakcji uczestniczek, panie nie znały zdecydowanej większości autorek i chętnie sięgną po tytuły pojawiające się w prezentacji.
Częścią druga spotkania była dyskusja w ramach DKK, o przeczytanej wcześniej książce. Tym razem rozmowy dotyczyły „Szmaragdowej Tablicy”, hiszpańskiej autorki Carli Montero. Książka wybrana ze względu na prośby członkiń klubu o coś „lżejszego”, nie wywołała większych emocji. Panie potraktowały ją jako zwykłe czytadło, brakowało tematu kontrowersyjnego, wywołującego burzliwą dyskusję. Doceniono jej wątki o szukaniu zagadkowego dzieła sztuki, o zakazanej, namiętnej miłości, ale książka wedle opinii nie pozostanie na długo w pamięci. 
[5.03.2015]

Zapachy naszego życia
5 lutego, jak w każdy pierwszy czwartek miesiąca, w filii bibliotecznej nr 38 spotkała się grupa czytelniczek skupionych przy DKK. Tego dnia rozmawiałyśmy o „Pachnidle” Patricka Süskinda.
Wybór książki pierwotnie wydał się prowadzącej dość nierozważny – ostatnimi czasy nasz Klub omawia książki dotyczące dość smutnych spraw, a w tej powieści trup młodych dziewcząt ściele się gęsto. Okazało się, że to była błędna myśl; zgodnie oceniłyśmy książkę jako wartą omówienia.
Losy bękarta Jana Baptisty Grenouille'a okazały się pretekstem do wkroczenia do zmysłowego świata doznań zapachowych. A zapachy jak wiadomo to dziedzina życia, którą kobiety uwielbiają. Temat tragicznych losów nieszczęśnika bez zapachu obdarzonego nieziemskim  talentem wytwarzania perfum stał się okazją  do snucia  „olfaktorycznych” opowieści. Każda z uczestniczek spotkania sięgała po pokładów swojej pamięci aby przywołać  stamtąd wspomnienia zapachów mających istotny wpływ na ich życie. Jedna z pań wspominała sielskie dzieciństwo i próbowała nam opowiedzieć zapach zbóż, wśród których wyrastały, inna wspominała jedyne w mieście drzewo czeremchy, które czarowało nieopodal Placu Batorego swoim specyficznym zapachem. Tych wspomnień było więcej...
Rozmawiano o finezji języka  powieści, o przepięknie opisanym tle społeczno-obyczajowym.
Mimo tragizmu historii Jana Baptysty książka okazała się niezwykle wdzięcznym tematem dyskusji.
[05.02.2015] 

Porażająca powieść o pępowinie
Jak  w każdy pierwszy czwartek miesiąca, tak i 8 stycznia 2015 r. zebrała się nasza grupa działająca przy DKK. Tradycyjnie o godzinie 17.30 rozpoczęłyśmy rozmowy o naszej wspólnej lekturze.
Tym razem była to „Pępowina” Majgull Axelsson. Powieść szwedzkiej pisarki wzbudziła wiele emocji i nawet kontrowersji. Grupa podzieliła się – części czytelniczek nie spodobała się ani tematyka powieści, ani jej forma. Uznały temat za dość przygnębiający i stwierdziły że brak tej prozie artyzmu i finezji, przypomina reportaż, a nie powieść. Część czytelniczek, zwłaszcza ta, która doskonale pamięta trud wychowania dzieci oraz te które właśnie w procesie kształtowania dziecka uczestniczą, była poruszona tragizmem sytuacji przedstawionej w powieści. Im książka się bardzo podobała, pomimo jej porażającej wymowy. Ale jak wszystkie zgodnie stwierdziłyśmy, kończy ją optymistyczne wyjście z kryzysu, bohaterka zaczyna panować nad sytuacją, nad sobą i swoimi emocjami...
„Pępowina” to powieść o rodzinach naznaczonych tragedią od wielu pokoleń. Naznaczona nieszczęściem i traumatycznymi wydarzeniami, co w przypadku głównej bohaterki prowadzi do tragedii. Trudno być matka, trudno być kobietą w dzisiejszych czasach - to najbardziej zasadniczy problem powieści.
[8 stycznia 2015]



Spotkania DKK przeprowadzone w 2014 roku

Smutna powieść skandynawska
„Dzika, namiętna i mroczna opowieść o niepokornej kobiecie łamiącej wszelkie zakazy.
Księga Diny jest kontynuacją najlepszych rozdziałów w norweskiej tradycji literackiej. To książka pod każdym względem niezwykła – pełna napięcia i zabawna, przejmująca w opisach dramatycznego losu bohaterki. Dina nazywana przez autorkę amazonką i wojowniczką, wilczycą i olbrzymką, pozostaje przede wszystkim głęboko zranionym dzieckiem, którego uczucia uległy dewiacji w wyniku strasznych przeżyć” – tak o bohaterce powieści pisze wydawca książki, Wydawnictwo Smak Słowa. Powieść stała się tematem spotkania Dyskusyjnego Klubu
Książki w filii bibliotecznej nr 38. W dniu 6 listopada klubowiczki (na spotkaniu obecne były same kobiety) rozmawiały o mrocznych dziejach głównej bohaterki.
Niestety, aura listopadowa źle nastrajała do odbioru losów Diny. Ten królujący za oknami na dobre, późnojesienny klimat, krótki dzień, dżdżysta, nieprzyjemna pogoda, pojawiający się chłód - spowodowały negatywny odbiór książki. Dodatkowo literatura skandynawska niesie w sobie dużo mroku. Klimat mało sprzyjający człowiekowi nastraja autorów do pisania smutnych powieści, o smutnej doli ludzi walczących z przeciwnościami losu. Część klubowiczek nie doczytała książki do końca, tłumacząc się złym nastrojem towarzyszącym czytaniu. Część doceniła jej walory literackie: przepiękny prosty ale wyrafinowany, pełen poetyckich metafor język.
[6 listopada 2014]

Zauroczone szamanami
2 października spotkała się grupa członków DKK. Było to spotkanie dość niezwykłe: po raz pierwszy od istnienia klubu grupa została wręcz „porwana” przez omawianą książkę. Nasz wybór, z pozoru niepozorna, nieduża powieść „Szamani życia” okazała się idealną treścią do długich, burzliwych dyskusji. Ale uwaga! Wymiana poglądów nie dotyczyła prób przekonania się wzajemnie do wartości książki, tylko raczej do wzajemnego dzielenia się refleksjami wywołanymi przez powieść Burgera. Tradycja, korzenie rodzinne, zasady moralne, różne postawy wobec zawirowań losu i historii, prawdziwa przyjaźń i prawdziwa miłość - to tematy poruszane przez uczestniczki czwartkowego spotkania. Wszystkie panie zostały zauroczone „Szamanami życia”. Wielowątkowość książki (wątek obyczajowy, kryminalny, historyczny, metafizyczny) została zgodnie oceniona jako bardzo sugestywna, a co najważniejsze – spójne i zgrabnie spięta w jedną całość.
„Tam jest wszystko, czego potrzeba dobrej książce: tło historyczne, wątek obyczajowy, intrygująca kryminalna zagadka z przeszłości i szczypta magii, która dodaje ten ostateczny, wyjątkowy smaczek” - to słowa czytelniczek, które stanowią znakomitą, najkrótszą recenzję książki.
[2 października 2014]

O różnorodności u Grahama Greena
4 września 2014, jak w każdy pierwszy czwartek miesiąca, w kameralnym pomieszczeniu filii bibliotecznej nr 38 zebrały się osoby skupione przy DKK. Ponieważ te piękne wrześniowe dni dla niektórych są jeszcze nadal okresem wakacyjnej kanikuły, frekwencja nie była zbyt wysoka. Spotkały się trzy osoby, by rozmawiać o wakacyjnej w treści książce. Wakacje to podróże, dla nas spotkanie dotyczyło „Podróży z moją ciotką”, angielskiego prozaika Grahama Greena. Pisarz znany i uznany, ale jednak niedoceniany, jest autorem wielu powieści psychologicznych, często z sensacyjną akcją wykorzystywaną dla ukazania problematyki etyczno-religijnej. Zaliczany do twórców o światopoglądzie katolickim. „Podróże z moją ciotką” są więc książką nietypową dla autora.
Lektura książki, jak wynikało z rozmów, nie dla każdego była przyjemnością. Powieść epatująca swoistym brytyjskim humorem, nie każdego rozbawiła do łez. Niektórzy widzieli w niej smutną konfrontację postaw życiowych, dwóch, wydawałoby się, całkowicie różnych światów, które nie mają prawa nigdy się ze sobą spotkać. Inni odczytywali ją jako powieść sensacyjno-przygodową, pełną niedorzecznych splotów akcji, jeszcze inni odebrali książkę jako proces dorastania i dojrzewania głównego bohatera Henry'ego Pullinga. Ilu czytelników, tyle interpretacji, każdy odczytuje utwór na swój własny indywidualny sposób. I to jest właśnie ciekawe podczas spotkań klubu – ta różnorodność odbierania literatury. A kiedy nam się uda wskrzesić ciekawą dyskusję, to idea klubu DKK jest zrealizowana! I tak właśnie było i tym razem....
[4 września 2014]

Początki
Dyskusyjny Klub Książki działający przy filii bibliotecznej nr 38 nie jest może najliczniejszym klubem (jest nas 5-6 osób), ale jest za to stabilną, dobraną grupą osób. Dobraną - co nie oznacza, że bezkrytycznie przytakujemy sobie, podczas snucia interpretacyjnych wywodów. Grupę cechuje duża otwartość wobec innych, tolerancja i ciekawość poznania poglądów innych ludzi. To gwarantuje nam dyskusję burzliwą nie w formie, ale w treści.
Wszystkie nasze książkowe i okołoksiążkowe rozmowy toczą się w atmosferze pełnej sympatii, przerywanej wesołym śmiechem uczestniczek. Tak, jesteśmy kobietami i na swój warsztat chętnie bierzemy książki napisane przez autorki – kobiety. Jesteśmy ciekawe jak inne kobiety widzą świat, jak świat je traktuje, jak walczą z przeciwnościami losu. Po części ta wiedza nas podbudowuje, dodaje wiary w życie i innych ludzi...
Nasze motto klubowe to słowa także kobiety, pisarki, Angeli Carter: „Czytanie książki jest jej drugim pisaniem. Czytając książkę wnosimy do niej wszystkie swoje lektury, wszystkie swoje doświadczenia. Wnosisz swoją historię, przez co każdą książkę czytasz na ustalonych przez siebie zasadach”.
Do tej pory czytałyśmy, czy też pisałyśmy po raz drugi, następujące książki:
„Szachownica flamandzka”, ”Teren prywatny”, ”ELI, ELI...”, ”Podróże z moją ciotką”, ”Z pokorą i uniżeniem”, ”Szamani życia”, ”Księga Diny”, ”Miłość w czasach zarazy".

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




- Akceptuję Regulamin MBP Szczecin
- Zostałem(am) poinformowany(a) o zasadach przetwarzania danych osobowych Pouczenie